Sztuczne wyspy stały się rajem dla rzadkich ptaków. Jest jednak problem
Dwie sztuczne wyspy na Zalewie Szczecińskim w zaledwie kilka lat stały się jednym z najważniejszych miejsc lęgowych rzadkich ptaków w Polsce. Na jednej z nich szablodzioby znalazły wyjątkowo dogodne warunki do rozrodu. Problem w tym, że natura nie znosi próżni, a wyspa zaczęła zarastać, a wraz z roślinnością znikają siedliska potrzebne najbardziej wyspecjalizowanym gatunkom.
Jak informuje PAP, wpływ dwóch sztucznych wysp na ptaki przez pięć lat analizowali naukowcy z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN, Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego oraz Uniwersytetu Szczecińskiego. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie „Estuaries and Coasts”.
Wyspy powstały z urobku wydobywanego podczas pogłębiania toru wodnego łączącego Świnoujście ze Szczecinem. Początkowo były przede wszystkim miejscem składowania osadów. Szybko okazało się jednak, że ich znaczenie może wykraczać daleko poza potrzeby żeglugi.
Z piasku i mułu powstał ptasi azyl
Jak powiedział PAP główny autor badania, dr hab. Dominik Marchowski, profesor Muzeum i Instytutu Zoologii PAN, jedna z wysp, W22, nazywana przez naukowców Brysną – po pewnym czasie przestała być zasilana nowym urobkiem. Druga – W28, czyli Śmięcka – nadal służy do odkładania osadów. Na początku obie wyspy miały rozległe, niemal pozbawione roślinności powierzchnie piasku i mułu. W ich obrębie powstały również płytkie zbiorniki oraz błotniste brzegi. Dla ptaków gniazdujących bezpośrednio na ziemi były to niemal idealne warunki.
– Jeśli gdzieś pojawia się otwarta przestrzeń, dużo piasku, niezarośnięte i błotniste miejsca, ta grupa ptaków od razu się tam pojawia – wyjaśnił PAP Marchowski.
I rzeczywiście się pojawiła. W pierwszym roku monitoringu, w 2021 r., na obu wyspach stwierdzono siedem gatunków lęgowych. Cztery lata później było ich już 35.
Szablodziób znalazł tu wyjątkowe miejsce
Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów jest szablodziób. Wcześniej w Polsce gatunek ten gniazdował sporadycznie – pojedynczymi parami i często tylko przez krótki czas. Na sztucznych wyspach sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W 2021 r. naukowcy naliczyli 14 par szablodziobów, a w 2025 r. było ich już 85.
Na wyspach pojawił się również szczudłak. W 2024 r. po raz pierwszy w Polsce potwierdzono natomiast lęg rybitwy wielkodziobej – największego gatunku rybitwy na świecie. Wcześniej była ona w naszym kraju obserwowana jedynie podczas przelotów. Na Zalewie Szczecińskim zaczęła regularnie pojawiać się na lęgi. Liczne były również m.in. rybitwy białoczelne, sieweczki obrożne, ohary i krwawodzioby.
Skala zjawiska jest szczególna, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę powierzchnię wysp. Obie zajmują łącznie około 3,7 km², a mimo to skupiają znaczną część regionalnych, a w przypadku niektórych gatunków również krajowych populacji.
Według badaczy dla szablodzioba, szczudłaka i rybitwy wielkodziobej przypadało na nie 94-100 proc. wszystkich par lęgowych na Pomorzu, a udział w populacji krajowej wynosił od około 40 proc. do niemal całości.
Dlaczego ptaki wybrały właśnie sztuczne wyspy?
Odpowiedź jest dość prosta: otwarty teren i izolacja od drapieżników. Naturalnych piaszczystych łach i innych niezarośniętych siedlisk jest coraz mniej. Przekształcanie rzek ogranicza powstawanie naturalnych łach, a plaże i inne otwarte przestrzenie są intensywnie wykorzystywane przez ludzi. Na sztucznych wyspach ptaki dostały natomiast rozległe połacie piasku, mułu i płytkiej wody. Do tego dochodzi izolacja. Na wyspach obowiązuje zakaz cumowania i przebywania bez pozwolenia, a dostęp ssaków drapieżnych jest ograniczony.
– Taka izolacja ma duże znaczenie, ponieważ lis, jenot, szop pracz czy norka amerykańska mogą powodować ogromne straty w koloniach ptaków gniazdujących na ziemi – powiedział PAP Marchowski.
To właśnie połączenie otwartego siedliska i niewielkiej presji drapieżników stworzyło warunki, których coraz częściej brakuje w naturalnym krajobrazie.
Sukces zaczął się jednak zmieniać w problem
Jest w tym wszystkim pewien paradoks. Gdy Brysna przestała otrzymywać nowy urobek, zaczęła stopniowo zarastać. Najpierw pojawiły się trzciny, następnie zarośla wierzbowe, a później także niewielkie drzewa. Proces postępował bardzo szybko. W 2021 r. wysoka roślinność zajmowała mniej niż 1 proc. powierzchni wyspy. W 2022 r. było to 2,5 proc., w 2023 r. – 6,5 proc., a w 2024 r. około 12 proc. W czerwcu 2025 r. wysoka roślinność zajmowała już 23 proc. powierzchni. Po uwzględnieniu również traw i niskiej roślinności porośnięta była około połowa wyspy. I tutaj trzeba uważać z prostym wnioskiem: zarastanie nie oznacza, że wyspa przestała być wartościowa dla ptaków.
Wręcz przeciwnie – pojawiły się na niej gatunki związane z trzcinowiskami, krzewami i wyższą roślinnością. Wzrosła liczba ptaków wróblowych, a wyspę zaczęły wykorzystywać m.in. rokitniczki, potrzosy i pierwiosnki.
Problem polega na czymś innym. Znikają siedliska tych ptaków, które potrzebują otwartego terenu. Szablodziób, rybitwa białoczelna czy sieweczka obrożna nie potrzebują gęstych zarośli. Potrzebują właśnie tego, co stopniowo znika – odsłoniętego piasku, mułu i bardzo niskiej roślinności.
Szablodzioby już opuściły jedną z wysp
Symulacje przeprowadzone przez naukowców wskazują, że bez ingerencji człowieka wysoka roślinność może w kolejnych latach zająć niemal całą dostępną przestrzeń. Konsekwencje są już widoczne.
– W 2025 r. na Brysnie były jeszcze lęgowe szablodzioby. W tym roku już ich tam nie mieliśmy, właśnie dlatego, że nie miały odpowiednich pionierskich siedlisk bez roślinności – powiedział PAP Marchowski.
Tymczasem na drugiej wyspie sytuacja wygląda inaczej. Śmięcka wciąż służy do odkładania urobku, dzięki czemu regularnie powstają nowe, niezarośnięte powierzchnie piaszczyste i muliste. Tegoroczne dane pokazują skalę jej znaczenia. Gniazdowało tam ponad 8 tys. par śmieszki, około 800 par rybitwy rzecznej, a także 65 par szablodziobów.
Czy sztuczne wyspy mogą pomagać przyrodzie?
Zdaniem naukowców doświadczenia z Zalewu Szczecińskiego pokazują, że tak – ale pod jednym warunkiem. Samo usypanie wyspy nie wystarczy. Jeżeli celem jest stworzenie siedliska dla gatunków związanych z otwartym terenem, trzeba później zadbać o utrzymanie odpowiednich warunków. Może to oznaczać m.in. koszenie, usuwanie części roślinności czy okresowe odsłanianie podłoża. Konieczne jest także monitorowanie obecności drapieżników.
To ważna lekcja, bo urobek powstający podczas pogłębiania torów wodnych i tak musi zostać zagospodarowany. Jak wskazuje Marchowski, zamiast traktować go wyłącznie jako problem logistyczny, można w odpowiednich warunkach wykorzystać go do tworzenia nowych siedlisk.
Podobne rozwiązania stosowane są m.in. w Holandii, gdzie sztuczne wyspy projektuje się z myślą o zapewnieniu siedlisk różnym grupom zwierząt.
Przypadek Zalewu Szczecińskiego pokazuje jednak coś jeszcze: przyroda nie zatrzymuje się w momencie zakończenia inwestycji. Stworzone przez człowieka siedlisko zaczyna żyć własnym życiem. Jeśli chcemy, aby służyło konkretnym gatunkom przez dłuższy czas, czasem trzeba nie tylko je stworzyć, ale również aktywnie utrzymywać warunki, których potrzebują.