Print on demand w Europie zamiast masowego importu z Chin, czyli jak ekonomia spotyka się z ekologią
Średnia koszulka z chińskiej manufaktury do polskiego klienta przebywa około dwudziestu tysięcy kilometrów morzem i kolejne kilkaset lądem. Po drodze zmienia ręce co najmniej cztery razy, ląduje w trzech magazynach i ma na sobie kilka warstw opakowań, z których żadna nie dotrze do końcowego odbiorcy. Ta sama koszulka, wykonana przez polską drukarnię w modelu print-on-demand, ma do pokonania jedną trasę kurierską i jedną folię. Cała reszta przestaje być potrzebna.

Trasa, którą przechodzi większość nowo produkowanej odzieży
Standardowa droga nowej koszulki zaczyna się w fabryce w prowincji Zhejiang albo Guangdong. Gotowa odzież trafia kontenerem 40-stopowym do portu w Szanghaju, Ningbo albo Yantianie. Stamtąd, przez Morze Południowochińskie, Cieśninę Malakka, Ocean Indyjski i Kanał Sueski, rusza do Hamburga, Rotterdamu albo Gdańska. Sam tranzyt morski zajmuje, według spedytorów obsługujących linię chińsko-europejską, od 28 do 45 dni. Cały proces door-to-door, czyli od kontaktu z dostawcą do dotarcia paczki do klienta, to przeważnie 40 do 55 dni roboczych. W tym czasie kontener stoi w trzech terminalach, przechodzi odprawę celną, jest rozładowywany do magazynu dystrybucyjnego, towar trafia na palety, a stamtąd pojedyncza koszulka rusza kurierem do prywatnego mieszkania. Każdy etap dokłada opakowanie (folię, karton, etykiety) oraz wydatek środowiskowy w formie dwutlenku węgla produkowanego w transporcie.
Ile przesyłek jest transportowane?
Według danych Komisji Europejskiej w 2024 roku do Unii Europejskiej trafiło około 4,6 miliarda przesyłek o wartości poniżej 150 euro. To niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej i ponad trzy razy więcej niż w 2022. Ponad 90 procent z nich pochodziło z Chin. W przeliczeniu na dni roboczy oznacza to średnio 12 milionów paczek dziennie. Logistycznie odpowiada to wolumenowi około 400 dużych samolotów cargo, gdyby cały ten ruch obsługiwało lotnictwo. Część przypływa statkami i jest wcześniej magazynowana w Europie, ale obciążenie infrastruktury i śladu środowiskowego pozostaje wymowne. Sam przemysł odzieżowy, według Europejskiej Agencji Środowiska, odpowiada za około 10 procent globalnych emisji gazów cieplarnianych, to z kolei więcej niż międzynarodowe lotnictwo i żegluga morska razem wzięte. Produkcja jednej bawełnianej koszulki to średnio 2700 litrów wody i około 5,5 kilograma ekwiwalentu CO₂. To wciąż dane nie uwzględniające transportu.
Ekologiczne alternatywy
Pozytywną zmianę dla tych danych obciążających środowisko, wprowadza rosnąca popularność modelu print-on-demand realizowanym w europejskiej drukarni. Jak opisuje polski producent odzieży IdeaShirt, proces produkcji koszulki w takim modelu jest znacząco bardziej ekologiczny. Surowiec – niezadrukowane koszulki, bluzy, torby, kubki, leży u producenta jeszcze przed zamówieniem. Plik graficzny klienta przychodzi przez kreator online. Druk, najczęściej w technologii DTG (bezpośrednio na tkaninę) albo DTF (przez folię transferową), wykonuje się dopiero po opłaceniu zamówienia. Gotowy produkt trafia w jedną paczkę kurierską i wyrusza do klienta.
Cały proces zamyka się w 2–5 dniach roboczych, bez kontenera, bez przepakowywania, bez magazynowania gotowego towaru. W łańcuchu znika kilkanaście tysięcy kilometrów transportu morskiego, kilka warstw opakowań i wszystkie magazyny pośrednie. Zostaje surowiec, druk i kurier.
Zmiany w prawie dla eksportu z zagranicy
Do tej pory niski koszt model importu masowego opierał się na braku cła dla przesyłek o wartości poniżej 150 euro. To tak zwane zwolnienie de minimis. Komisja Europejska, pod presją państw członkowskich i z odniesieniem do likwidacji analogicznego progu przez Stany Zjednoczone, zdecydowała się przyspieszyć jego zniesienie. Od 1 lipca 2026 roku zaczyna obowiązywać ryczałtowe cło w wysokości 3 euro od każdej pozycji towarowej (każdego kodu celnego) w przesyłce spoza Unii. Do 1 lipca 2028 to rozwiązanie tymczasowe, potem ma wejść docelowa reforma celna. Równolegle Unia wdraża rozszerzoną odpowiedzialność producenta (ROP) dla tekstyliów. W Polsce transpozycja tej dyrektywy ma nastąpić do 17 czerwca 2027, a system zacząć działać 17 kwietnia 2028. Producent będzie ponosił koszt zbiórki i przetworzenia tekstyliów, które trafią do odpadu. Dla operatorów masowego importu z Azji to zupełna nowość i duże obciążenie finansowe. Dla lokalnego producenta print-on-demand, zmiana jest mniej drastyczna, bo łańcuch jest krótki i przejrzysty od początku.
Najgorsza dla środowiska jest odzież, której nikt nie nosił
Logistyka i regulacje są tylko jednym wymiarem rachunku. Drugim jest sam model produkcji. W UE każdego roku powstaje, według Europejskiej Agencji Środowiska, około 7 milionów ton odpadów tekstylnych, to średnio 16 kilogramów na osobę. Mniej więcej 11 kilogramów statystyczny Europejczyk wyrzuca, a 87 procent tych odpadów trafia do spalarni albo na wysypisko. Tylko 1 procent odzieży poddawany jest recyklingowi typu fibre-to-fibre. Od 4 do 9 procent nowych tekstyliów wprowadzanych na rynek europejski jest niszczona bez wykorzystania: produkt nigdy nie trafia do klienta, bo zmieniłą się moda, a z nią popyt na dany produkt. Print-on-demand jest jedynym znanym modelem produkcyjnym, w którym nadprodukcja jest niemożliwa z definicji. Koszulka fizycznie nie istnieje, dopóki ktoś jej nie zamówi. Materiał bez nadruku po prostu czeka, aż konkretny klient zadecyduje, co na niej ma być. Niezamówiona koszulka nie ląduje na pustyni Atacama w Chile ani na wysypisku w Ghanie, bo nigdy nie została stworzona.
Print-on-demand to model w którym ekonomia spotyka ekologię. Krótszy łańcuch oznacza mniej paliwa, mniej opakowań, mniej magazynów, mniej towaru, który nie znajdzie kupca, i mniej kosztów regulacyjnych po stronie producenta.
art. sponsorowany