Dlaczego prawo myśliwego do zabijania zwierząt ma stać ponad moim prawem do spacerowania w lesie? Wywiad z Magdaleną Gałkiewicz
„Dlaczego prawo myśliwego do zabijania zwierząt ma stać ponad moim prawem do spacerowania w lesie?” – pyta Magdalena Gałkiewicz, współprzewodnicząca Partii Zieloni,łódzka radna, inicjatorka obywatelskiego projektu „Uwaga! Polowanie”. W rozmowie z Ekologia.pl mówi o proponowanych zmianach w prawie łowieckim, bezpieczeństwie osób korzystających z lasów, zakazie polowań komercyjnych i dokarmiania zwierząt oraz o tym, dlaczego jej zdaniem obecny system wymaga gruntownej zmiany.
Joanna Szubierajska: Czego boją się myśliwi i środowisko związane z myślistwem w Polsce w związku z projektem inicjatywy Uwaga Polowanie.
Magdalena Gałkiewicz: Myślę, że przede wszystkim boją się utraty przywilejów i bezkarności boja się, że ktoś zacznie patrzeć im na ręce. Dzisiejszy model łowiectwa, który jest całkowicie poza kontrolą społeczną i państwa, powoduje, że myśliwi działają trochę jak państwo w państwie. Ustawa Prawo łowieckie, która dzisiaj obowiązuje, jest ustawą pisaną pod myśliwych. Projekt, który my jako strona społeczna proponujemy, jest projektem pisanym pod bezpieczeństwo obywateli i obywatelek oraz pod kątem lepszej ochrony przyrody. Jest to więc zupełnie inne spojrzenie i zupełnie inny paradygmat niż ten, który możemy znaleźć dzisiaj w obowiązującej ustawie.
Z powodu tego strachu tak nerwowo i agresywnie reaguje na proponowane przez nas zmiany, które – jeżeli spojrzeć na nie chłodnym okiem – są bardzo zdroworozsądkowe. Szczególnie dziwi mnie opór wobec cyklicznych badań okresowych, które przecież mają wykonywane nawet kierowcy zawodowi i jakoś nie ma z tym problemu. Jest to więc mocno zaskakujące. Trzeba też uczciwie powiedzieć, że nie są to wszyscy myśliwi. Dostajemy podpisy od członków PZŁ, którzy mówią: „Tak, te zmiany są potrzebne”. Widzimy potrzebę zmiany tego systemu i uzdrowienia tego, jak dzisiaj funkcjonuje Polski Związek Łowiecki. Nie jest to więc środowisko jednorodne.
Mam wrażenie, że ta ustawa nie jest przeciwko myśliwym, tylko dla społeczeństwa, żeby chronić nasze bezpieczeństwo i prywatność.
Magdalena Gałkiewicz: Właśnie to było naszą intencją. Obecny kształt przepisów regulujących funkcjonowanie Polskiego Związku Łowieckiego, który jest w zasadzie bardzo wąską, ale bardzo wpływową politycznie grupą, tworzy pewnego rodzaju uprzywilejowaną kastę, która prywatyzuje polską przyrodę. My tym projektem chcemy wprowadzić elementarną sprawiedliwość w dostępie do lasu i przyrody, a także zadbać o kwestie naszego bezpieczeństwa. Chcemy zakończenia tej cichej prywatyzacji lasów przez myśliwych.
Wszystkie propozycje, które znalazły się w tym projekcie, nie są pomysłami wziętymi z kosmosu. Mamy na to konkretne badania, które zresztą pokazują w kolejnych odsłonach badań opinii publicznej. Badania CBOS z 2016 roku, a także badania opinii publicznej z 2024 roku, zlecone przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska i opublikowane w tym roku badania More in Common pokazują bardzo jasno, że społeczeństwo oczekuje okresowych badań lekarskich i psychologicznych myśliwych, odsunięcia polowań od zabudowy, zakazu polowań komercyjnych czy zakazu polowań w ostojach zwierzyny, otulinach parków narodowych i rezerwatów. Społeczeństwo oczekuje tych zmian, a my tym projektem w zasadzie wychodzimy naprzeciw tym oczekiwaniom.
Co było impulsem do powstania tego projektu? Dlaczego akurat teraz i jakie najważniejsze zmiany przewiduje?
Magdalena Gałkiewicz: W zasadzie nie było jednego konkretnego impulsu. Nad potrzebą zmiany prawa łowieckiego pracujemy od dekad. Przez ten czas były kampanie, pisma, apele do kolejnych ministrów, ale nie znalazł się żaden odważny, który chciałby ten system ucywilizować. Dlatego my obywatele musimy wykazać się odwagą i determinacją i dać impuls rządzącym, żeby w końcu się tą sprawą zajęli. Dlaczego prawo myśliwego do zabijania zwierząt ma stać ponad moim prawem do spacerowania w lesie? Albo ponad prawem do zbierania grzybów, jazdy na rowerze czy w ogóle prawem do podziwiania przyrody?
Czyli społeczeństwo się buntuje, jest coraz bardziej wkurzone tym, co się dzieje?
Magdalena Gałkiewicz: Tak. To nie jest tylko kwestia tego, że boimy się iść do lasu, bo nie wiemy, czy odbywa się tam polowanie, które może nas zaskoczyć. To odwrócenia paradygmatu. Dlaczego komfort polowania i komfort myśliwych ma być ważniejszy od mojego komfortu korzystania z przestrzeni, która jest przecież przestrzenią publiczną? To nie jest tak, że las jest własnością Lasów Państwowych czy Polskiego Związku Łowieckiego. To jest dobro ogólnonarodowe, dobro nas wszystkich. Wszyscy powinniśmy mieć równe prawo do korzystania z tej przestrzeni. Dlatego z jednej strony jest to kwestia bezpieczeństwa, ale z drugiej – właśnie przywrócenia równych zasad w dostępie do lasów i przyrody.
Jakie najważniejsze zmiany wprowadza ten projekt?
Magdalena Gałkiewicz: Ten projekt rzeczywiście przewiduje sporo zmian. Można je podzielić na trzy filary. Po pierwsze –bezpieczeństwo ludzi. Po drugie – lepsza ochrona zwierząt i przyrody. Po trzecie – odzyskanie publicznej kontroli nad łowiectwem, czyli kontroli i decydowania o tym, co dzieje się w naszych lasach.
Jeśli miałabym wymienić najważniejsze założenia projektu, to w kontekście bezpieczeństwa na pewno będzie to kwestia obowiązkowych, okresowych badań lekarskich i psychologicznych myśliwych oraz zwiększenie odległości polowań od zabudowań do 700 metrów, co ważne, obecne odniesienie do „zabudowań mieszkalnych” rozszerzamy na budynki. Dajemy również możliwość kontroli trzeźwości podczas polowań przez Państwową Straż Łowiecką. Co więcej, wprowadzamy zmiany, zgodnie z którymi strażnikiem Państwowej Straży Łowieckiej nie będzie już mógł być członek Polskiego Związku Łowieckiego.
Dzisiaj mamy województwa, w których jest oczywisty konflikt interesów ponieważ funkcjonariuszami Państwowej Straży Łowieckiej, powoływanej przez wojewodów i dedykowanej do kontroli myśliwych, są myśliwi. My to jasno rozdzielamy. Jesteś myśliwym, nie możesz jednocześnie pełnić funkcji organu kontrolnego.
Bardzo istotnym elementem dotyczącym bezpieczeństwa jest także publiczny rejestr polowań. Jedną z większych zmian które proponujemy, jest zakaz polowań komercyjnych. Zamykamy tę przedziwną gałąź gospodarki, całkowicie wygaszamy biura polowań i turystykę łowiecką, oczywiście z systemem odszkodowań wypłacanych w systemie degresywnym, tak jak było to zaproponowane w ustawie dotyczącej zakazu hodowli zwierząt na futra.
W sektorze dotyczącym ochrony zwierząt i przyrody wprowadzamy także zakaz najbardziej szkodliwych metod polowania, takich jak polowanie z pojazdów czy naganka, która stawia na nogi cały las i ma negatywny wpływ na cały ekosystem. Wprowadzamy też zakaz dokarmiania i nęcenia zwierząt, zakaz stawiania ambon w otulinach parków narodowych i rezerwatów, zakaz polowania w ostojach zwierząt czy zakaz polowania w okresie rozrodu i wychowu młodych.
Wykreślamy również hodowanie dzikich zwierząt w celu zasilania łowisk. Dzisiaj mamy taką sytuację, że zwierzęta są hodowane między innymi po to, żeby zwiększać populację zwierząt przeznaczonych do odstrzału. W ten sposób łowiska są też zasilane gatunkami obcymi, takimi jak muflony czy bażanty. My taką możliwość usuwamy z polskiego porządku prawnego. Nie ma to absolutnie żadnego uzasadnienia. Jest to proceder wyłącznie na potrzeby rozrywkowe myśliwych. W XXI wieku nie ma miejsca na takie praktyki.
Chcemy również pełnej sprawozdawczości finansowej i merytorycznej PZŁ wobec właściwego ministra oraz udziału społeczeństwa i instytucji ochrony środowiska przy uchwalaniu jednorocznych i wieloletnich planów łowieckich. Chcemy, żeby odbywało się to zgodnie z prawem europejskim i Konwencją z Aarhus. Plany łowieckie muszą uwzględniać dane dotyczące gatunków chronionych siedlisk oraz ostoi i być uzgadniane z organami ochrony środowiska, które mogą odmówić zatwierdzenia takiego planu. Wieloletnie plany będą musiały być poprzedzone obowiązkową strategiczną oceną oddziaływania na środowisko oraz zaskarżalne na drodze administracyjnej.
Nie chcemy modelu, w którym jedna korporacja ma ogromny wpływ na dziką przyrodę, a kontrola społeczna i państwowa w zasadzie nie istnieje.
W projekcie duży nacisk kładziecie na bezpieczeństwo społeczeństwa. W Polsce duża turbina wiatrowa może powstać w odległości 700 metrów od budynków mieszkalnych, podczas gdy polowanie z użyciem broni palnej jest dopuszczalne już 150 metrów od zabudowań. Czy nie mamy tu do czynienia z absurdem prawnym?
Magdalena Gałkiewicz: My widzimy ten absurd. Ustawa Prawo łowieckie była pisana tak, żeby wygodnie było wykonywać polowania. Bezpieczeństwo na pewno nie jest tutaj na pierwszym miejscu. Niestety to porównanie z wiatrakami jest bardzo obrazowe, bo rzeczywiście wszyscy pamiętamy gorącą debatę dotyczącą tego, że nie można stawiać wiatraków w odległości 150 czy nawet 500 metrów od zabudowań, bo są ogromnym zagrożeniem. A rzeczywiście mamy osoby z naładowaną bronią, które biegają obok naszych domów bez aktualnych badań, bez kontroli trzeźwości.
Zmiana, którą proponujemy, ma właśnie na celu podniesienie poziomu bezpieczeństwa. Nie twierdzimy, że 700 metrów to jakaś magiczna granica, za którą broń przestaje być niebezpieczna. Chodzi nam przede wszystkim o stworzenie realnego bufora bezpieczeństwa między miejscem używania broni a miejscem, w którym mieszkają ludzie, pracują czy uczą się nasze dzieci.
Wbrew jednak temu co opowiadają o tej zmianie myśliwi, zostawiamy możliwość odstępstwa za zgodą właściciela, użytkownika wieczystego lub posiadacza nieruchomości, ale nigdy poniżej 150 m. Czyli każdy rolnik który będzie chciał mieć polowanie bliżej niż 700 m od swojej zabudowy, będzie miał taka możliwość. Takie odstępstwo nie będzie możliwe w przypadku budynków użyteczności publicznej.
Czy możesz coś więcej powiedzieć na temat polowań dewizowych? Chyba wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że w polskich lasach organizowane są polowania za pieniądze.
Magdalena Gałkiewicz: To jest absolutny absurd dzisiejszej sytuacji prawnej, który nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego. Z etycznego punktu widzenia polowania komercyjne są w ogóle nie do obrony. Artykuł 18 Prawa łowieckiego przewiduje możliwość organizowania, sprzedawania, pośredniczenia i reklamowania odpłatnej możliwości wykonywania polowania. Mówiąc krótko, za kilka tysięcy euro można sobie kupić usługę zabicia konkretnego zwierzęcia. Bardzo często niestety są to zwierzęta najpiękniejsze. Takie polowania komercyjne odbywają się na przykład jesienią podczas rykowiska, kiedy zwierzęta są całkowicie bezbronne, pochłonięte poszukiwaniem partnerek. To jeden z najbardziej wrażliwych momentów ich naturalnego cyklu życia. A taki zagraniczny turysta, który wykupił usługę polowania, wybiera sobie z katalogu zwierzę, wchodzi w środek takiej wyjątkowej sytuacji i odbiera tym pięknym zwierzętom życie. Dla zabawy. Dla trofeum.
Polowania komercyjne obnażają hipokryzję narracji o „konieczności” polowań. Tu nie chodzi ani o ochronę upraw ani zarządzanie populacją. Chodzi o biznes. Dlatego wykreślamy art. 18 Prawa łowieckiego. W XXI wieku nie ma miejsca na turystykę, której produktem jest możliwość zabicia zwierzęcia dla przyjemności.
Jeżeli chodzi o kontrolę, postulujecie również wprowadzenie rejestru polowań, który miałby być dostępny dla wszystkich. Jak miałoby to wyglądać? Czy byłby to na przykład rejestr internetowy, w którym każdy przed wyjściem do lasu na grzyby mógłby sprawdzić, gdzie obecnie odbywa się polowanie?
Magdalena Gałkiewicz: Dokładnie taki jest sens tego rozwiązania. Informacja o polowaniu nie może być wiedzą dostępną przede wszystkim dla samych myśliwych, a dzisiaj w praktyce niestety tak to wygląda.
Uważamy, że każdy obywatel powinien móc w prosty sposób wejść do takiego rejestru. Chcielibyśmy, żeby była to po prostu aplikacja na telefon, w której można łatwo sprawdzić, gdzie i kiedy odbywa się polowanie, z bardzo precyzyjnym wskazaniem jego miejsca.
Dzisiaj możemy znaleźć jedyne informacje o polowaniach zbiorowych i trzeba ich szukać na bardzo nieczytelnych BIPach gmin, o ile gmina w ogóle została powiadomiona. Te informacje są kompletnie nieprecyzyjne, wskazują zazwyczaj całe obwody łowieckie i kilkudniowe przedziały czasowe. To znowu zawłaszczanie lasu, odebranie go obywatelom. Oni organizują polowanie, a ja przez tydzień nie mogę iść na spacer, bo gdzieś w tym lesie odbywa się polowanie.
Chcę mieć informację, którego konkretnie dnia, w jakich godzinach i w którym konkretnie miejscu odbywa się polowanie, tak żebym mogła bezpiecznie korzystać z tego lasu. Prawo do polowania nie może stać ponad moim prawem do korzystania z przyrody.
Na ten problem zwracają szczególną uwagę osoby mieszkające na wsi, gdzie działalność myśliwych jest szczególnie uciążliwa. Dostajemy mnóstwo kopert z podpisami mieszkańców wsi, którzy nie chcą już więcej bać się wyjść na własną łąkę, bo nikt nie raczy ich poinformować o polowaniu ani budzić się w nocy od strzału oddanego 150 od ich okien. Myśliwi, w ogromnej większości zamożni lekarze, prawnicy i biznesmeni z wielkich miast, traktują te osoby jak chłopów pańszczyźnianych, którzy nie mają żadnych praw.
Dlaczego projekt zakłada zakaz dokarmiania i nęcenia zwierząt? Myśliwi przekonują, że w ten sposób pomagają zwierzętom.
Magdalena Gałkiewicz: Takich bajek opowiadanych przez myśliwych jest cała masa. Dokarmianie jest przede wszystkim bardzo szkodliwe dla samych zwierząt. Po pierwsze nie jest to ich naturalny pokarm i może powodować problemy zdrowotne. Tak też bardzo często się dzieje. Poprzez wykładanie takiego pokarmu zwierzęta przyzwyczajają się też do pożywienia pochodzenia antropogenicznego, czyli naszego, ludzkiego, co w konsekwencji prowadzi do wzrostu konfliktów na linii ludzie -dzikie zwierzęta, bo te szukają pokarmu, którego nauczyły się jeść na nęciskach.
Po drugie, dokarmianie wpływa na koncentrację zwierząt w jednym miejscu. Powoduje lokalne zagęszczenia i prowadzi do zwiększenia ryzyka transmisji chorób. Na przykład w kontekście walki z ASF istotny jest zakaz dokarmiania dzików. I proszę mi teraz powiedzieć: skąd dziki mają wiedzieć, że na tej stołówce nie mogą poczęstować się jedzeniem wykładanym przez myśliwych? To jest po prostu absolutna fikcja. No i przede wszystkim jest to skrajnie nieetyczne, tworzone są bowiem miejsca, do których zwierzę przychodzi po pokarm, a następnie wykorzystywane jest to, żeby je zabić.

Grafiki promujące Inicjatywę Uwaga! Polowanie podczas konferencji w sejmie. Fot. materiały prasowe
Co odpowiadacie rolnikom, którzy twierdzą, że bez polowań nie będzie skutecznej ochrony upraw ani kontroli populacji dzików i walki z ASF?
Magdalena Gałkiewicz: Myśliwi próbują budować narrację, że jeśli ta ustawa wejdzie w życie, dziki nas „zjedzą”, opanują miasta i czeka nas katastrofa. My kwestionujemy przede wszystkim założenie, że odpowiedzią na każdy konflikt człowiek-dzik musi być myśliwy i broń. W przypadku szkód rolniczych potrzebny jest cały zestaw narzędzi: zabezpieczanie upraw, prewencja i odpowiednie planowanie przestrzenne. Czasem potrzebna jest ingerencja w populację, ale decyzje powinny wynikać z wiedzy naukowej, a nie z interesu środowiska łowieckiego.
Podobnie jest z ASF. To przede wszystkim problem epizootyczny, dlatego odpowiedź na niego powinna opierać się na wiedzy epidemiologicznej i weterynaryjnej. Kluczowe znaczenie ma bioasekuracja i ograniczanie ryzyka przenoszenia wirusa przez człowieka.
Warto spojrzeć na Czechy, Belgię czy Szwecję. Po wykryciu ogniska szybko izolowano teren, ograniczano do niego dostęp oraz wyszukiwano i usuwano martwe dziki. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności zwraca również uwagę, że polowania zbiorowe i związane z nimi płoszenie zwierząt może wpływać na transmisje wirusa.
A co robimy w Polsce? Organizujemy polowania zbiorowe i naganki, stawiając na nogi cały las. Czyli w imię walki z ASF stosujemy narzędzie, które może sprzyjać przemieszczaniu dzików i utrudniać kontrolę choroby. Dlatego w naszym projekcie zakazujemy naganki.
Czy przed przygotowaniem projektu „Uwaga! Polowanie” prowadzili Państwo konsultacje ze środowiskiem łowieckim, w tym z Polskim Związkiem Łowieckim i kołami łowieckimi? Czy taki dialog w ogóle jest możliwy?
Magdalena Gałkiewicz: Przygotowując projekt, nie robiliśmy tego wspólnie z myśliwymi, ponieważ jest on odpowiedzią na obecny model łowiectwa i problemy, których przez lata ani Polski Związek Łowiecki, ani samo środowisko nie potrafiły rozwiązać. Dlatego jako strona społeczna, korzystając z wiedzy prawników, naukowców, przyrodników i organizacji od lat zajmujących się tą tematyką, przygotowaliśmy własną propozycję zmian.
Nie oznacza to jednak, że nie chcemy dialogu. Na etapie prac parlamentarnych taki dialog powinien i musi się odbyć. Mimo agresywnej reakcji części środowiska łowieckiego na nasz projekt wierzę, że możliwa jest merytoryczna rozmowa i że również wśród myśliwych są osoby, które widzą potrzebę zmian. Prawa łowieckiego nie da się zmienić bez rozmowy z myśliwymi, ale nie może być ono dłużej pisane wyłącznie z ich perspektywy. Kiedy projekt trafi do parlamentu, jesteśmy gotowi usiąść z nimi do stołu.
Mam nadzieję, że do takich rozmów dojdzie i że jednak będzie możliwość porozumienia. Czy możesz mi jeszcze odpowiedzieć na ostatnie pytanie organizacyjne: gdzie można znaleźć wasz projekt i w jaki sposób można składać podpisy?
Magdalena Gałkiewicz: Projekt, uzasadnienie, wszystkie najważniejsze informacje oraz karty do zbierania podpisów można znaleźć na www.uwagapolowanie.pl. Wystarczy kliknąć „Podpisz”, można tam znaleźć stałe punkty zbiórki albo pobrać kartę, zebrać podpisy wśród rodziny, przyjaciół czy współpracowników i odesłać ją do nas do końca miesiąca albo zostawić w jednym z punków stałych
I bardzo do tego zachęcam, bo każdy podpis pod tym projektem to coś więcej niż wyraz poparcia. To skorzystanie z konstytucyjnego prawa obywateli do stanowienia prawa. Tak jak projekt ustawy może złożyć prezydent czy grupa posłów, tak może go złożyć 100 tysięcy obywateli.
To właśnie osoby, które składają swoje podpisy, są tymi, które wnoszą ten projekt do Sejmu. Dlatego na tej ostatniej prostej zapraszam: wnieśmy go tam razem.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 25 sierpnia, 2026
