7000 drzew do wycinki na Warmii i Mazurach. Protest społeczników- Ekologia.pl
Ekologia.pl Środowisko Nie zabijają drzewa, a brawura kierowców. Wywiad z Natalią Tejs z inicjatywy „SkrajDrzew”

Nie zabijają drzewa, a brawura kierowców. Wywiad z Natalią Tejs z inicjatywy „SkrajDrzew”

Blisko 7 tysięcy drzew przy drogach wojewódzkich na Warmii i Mazurach zostało wskazanych do wycinki. Dla drogowców to kwestia bezpieczeństwa, dla społeczników – zagrożenie dla jednego z najcenniejszych elementów krajobrazu regionu. Czy przydrożne aleje rzeczywiście stanowią niebezpieczeństwo dla kierowców? I czy można pogodzić ochronę drzew z bezpieczeństwem ruchu drogowego? O tym rozmawiamy z przedstawicielką inicjatywy Skraj Drzew – STOP wycince drzew na Warmii, Natalią Tejs.

Natalia Tejs i Michał Biedziuk - aktywiści z Inicjatywy Społecznej Skraj Drzew.

Natalia Tejs i Michał Biedziuk – aktywiści z Inicjatywy Społecznej Skraj Drzew.

Joanna Szubierajska: Co sprawiło, że jako inicjatywa Skraj Drzew – STOP wycince drzew na Warmii zdecydowaliście się rozpocząć walkę o zachowanie przydrożnych alei?

Natalia Tejs: Na początku roku pojawiła się petycja dotycząca obrony drzew na fragmencie drogi 593 w okolicach wsi Międzylesie pod Dobrym Miastem, którą mocno wspierałam. W kwietniu jechałam turystycznie do Reszla i zauważyłam, że i tam zaznaczone są setki drzew. Napisałam post na Facebooku i odzew był ogromny. Zaczęłam drążyć temat. Okazało się, że drzew przeznaczonych do wycinki przy DW 593 jest znacznie więcej. Za namową znajomych przygotowałam petycję. Odezwał się wtedy do mnie Michał Biedziuk i kolejne osoby o podobnej wrażliwości na przyrodę. Tak powstała inicjatywa społeczna Skraj Drzew. Z większością osób działających w inicjatywie nie znaliśmy się wcześniej – były to po prostu osoby, które, podobnie jak ja, były oburzone planowaną na taką skalę barbarzyńską wycinką drzew w naszym regionie.

Kiedy zorientowaliście się, że nie chodzi o pojedyncze drzewa czy jedną aleję, ale o problem obejmujący znaczną część regionu?

Jesteśmy małą grupą, więc nie widzieliśmy wszystkich oznaczonych drzew, ale za przykład mogę podać drogę wojewódzką 593 z Reszla do Miłakowa. Jest tam oznaczonych do wycinki prawie 1600 drzew. Ta droga jest mi szczególnie bliska, ponieważ do jej fragmentu z wspaniałymi lipami mam pieszo raptem 3 km. Oprócz lip są tam również jesiony, klony, dęby i oczywiście moje ukochane graby. Ten fragment z grabami (od wsi Lutry w stronę Reszla) to jedna z najpiękniejszych alej, jakie widziałam.

Dlaczego te właśnie drzewa znalazły się na tej liście? ZDW twierdzi, że są chore i niebezpieczne. Oczywiście część z tych drzew może chorować, ale na pewno nie wszystkie. Drogowcy przyznali, że zaznaczyli do wycinki również zdrowe drzewa, które ich zdaniem stanowią zagrożenie, np. dlatego, że rosną na łukach drogi.

W dokumentach uzyskanych od ZDW jak mantra powtarza się hasło „posusz w koronie”. Przecież drzewa się pielęgnuje i jest to zadaniem zarządcy drogi. Sama wycinka drzew należy do gmin. Drogowcom łatwiej jest więc zaniedbać drzewa, a potem zrzucić sprawę na gminy, dla których jest to bardzo obciążające. Sam dyrektor ZDW Waldemar Królikowski w wypowiedzi dla TVP Olsztyn powiedział: „A jak widzi pan suchą gałąź, to potrzebne są badania dendrologiczne?”. Naszym zdaniem właśnie tych badań tu zabrakło.

Czy próbowaliście zweryfikować sposób kwalifikowania drzew do wycinki z niezależnymi dendrologami lub arborystami?

Drzewa do wycinki kwalifikują pracownicy ZDW po kilkudniowych szkoleniach, na podstawie oględzin wzrokowych. Regulamin wewnętrzny ZDW wskazuje jako drzewa niebezpieczne te, które rosną w skrajni drogi i których gałęzie zasklepiają się nad jezdnią. To jest właśnie definicja przydrożnych alej. Dodatkowo drogowcy nadużywają określenia „drzewo zestresowane”, ale po naszej prośbie o wyjaśnienie, na jakiej podstawie kwalifikują drzewa jako zestresowane, dowiedzieliśmy się, że na podstawie samego faktu, iż drzewo rośnie przy drodze.

Wiemy też, że ZDW chce chronić swoich pracowników przed ewentualną odpowiedzialnością za zaniedbania. W jednym z wywiadów dla Radia Olsztyn dyrektor ZDW przyznał, że wobec ich pracownika toczy się postępowanie, ponieważ na kogoś spadła ośnieżona gałąź. Chcieliśmy dopytać o szczegóły, ale ZDW nie jest stroną w sprawie i tak naprawdę sami szczegółów nie znają. Ta sytuacja tylko podkreśla fakt, że zadaniem ZDW jest przede wszystkim pielęgnacja drzew, a więc usuwanie suchych gałęzi czy jemioły. Wycinka to najłatwiejsze rozwiązanie.

Zwolennicy wycinki wskazują przede wszystkim na kwestie bezpieczeństwa. Czy dane rzeczywiście potwierdzają, że aleje są głównym problemem na tych drogach?

Tu znów odwołam się do drogi 593. Sprawdziliśmy statystyki wypadków i okazuje się, że droga ta jest znacznie bezpieczniejsza niż inne drogi tej kategorii w Polsce. W ostatnich pięciu latach zdarzyły się tu trzy wypadki śmiertelne sklasyfikowane jako „najechanie na drzewo”.

Już w tym roku na Warmii i Mazurach więcej osób utonęło w jeziorach. Czy mamy zatem osuszyć jeziora?

To nie drzewa zabijają, lecz brawura kierowców. Są także badania potwierdzające, że drzewa przydrożne stanowią barierę psychologiczną. Kierowcy intuicyjnie zdejmują nogę z gazu. Może właśnie dlatego, wbrew narracji drogowców, że „drzewa są niebezpieczne”, DW 593 jest drogą po prostu spokojną i stosunkowo bezpieczną.

Kolejną sprawą jest brak oznakowania poziomego i pionowego na znacznej części alej z drzewami oznaczonymi do wycinki. Może przydałyby się ograniczenia prędkości czy zakazy wyprzedzania? Jestem przekonana, że jeśli drzewa znikną, kierowcy zaczną jeździć szybciej, a wypadków wcale nie będzie mniej.

Czy wśród tych prawie siedmiu tysięcy drzew są takie, które rzeczywiście – z punktu widzenia bezpieczeństwa – powinny zostać usunięte? Czy widzicie przestrzeń do kompromisu?

Nie widzieliśmy wszystkich drzew. Oczywiście widzimy przestrzeń do kompromisu. Naszym zdaniem świetnym rozwiązaniem jest np. ustawienie luster przy wyjazdach z dróg podporządkowanych, gdzie często zaznaczone do wycinki są zdrowe drzewa. Niezbędnym warunkiem, bez którego kompromis nie będzie możliwy, są profesjonalne badania dendrologiczne. Nie ma naszej zgody na masowe kwalifikowanie drzew do wycinki i metodę „kopiuj–wklej” w dokumentach. Tam są często nawet pomylone gatunki. To raczej nie świadczy o wiedzy i fachowości pracowników ZDW. Usunięte powinny zostać tylko te drzewa, które rzeczywiście zamierają i mogą stanowić zagrożenie.

W debacie publicznej często mówi się o wartości przyrodniczej drzew. Czy równie ważny jest ich wymiar historyczny i kulturowy?

Aleje nie są przypadkowym zadrzewieniem, lecz częścią świadomie kształtowanej przestrzeni, której początki sięgają XIX wieku. Sadzono je wzdłuż dróg jako element nowoczesnej infrastruktury komunikacyjnej, ale jednocześnie jako sposób porządkowania krajobrazu i podkreślania przebiegu ważnych traktów. Aleje są dziś materialnym świadectwem historii regionu. Przetrwały zmiany granic państw, wojny i przemiany społeczne. Są jednym z niewielu elementów krajobrazu, które w niezmienionej formie łączą współczesnych mieszkańców z dawną historią tych ziem. Ich znaczenie zostało dostrzeżone również przez badaczy krajobrazu kulturowego. W opracowaniu „Waloryzacja i ochrona alei przydrożnych na terenie województwa warmińsko-mazurskiego” aleje regionu zostały uznane za jeden z najcenniejszych składników dziedzictwa kulturowego województwa. Warto pamiętać, że krajobraz kulturowy nie składa się wyłącznie z zamków, kościołów czy zabytkowych budynków. Tworzą go również historyczne układy dróg, przydrożne kapliczki, cmentarze i właśnie aleje drzew. To one budują charakter miejsca i sprawiają, że nasz region jest wyjątkowy. Dla mnie osobiście usuwanie przydrożnych drzew jest porównywalne do “wygładzania” kamienic z wszelkich zdobień w epoce komunizmu.

W ostatnich miesiącach zaczęliście zwracać uwagę także na aspekt bezpieczeństwa państwa. Skąd pojawił się ten argument?

Wojna w Ukrainie pokazała, że zadrzewienia przydrożne mogą pełnić istotną funkcję w ochronie ciągów komunikacyjnych przed rozpoznaniem i atakami z wykorzystaniem dronów. Korony drzew ograniczają obserwację z powietrza, utrudniają wykrywanie ruchu pojazdów oraz zmniejszają skuteczność części systemów rozpoznawczych. Aleje mogą również stanowić naturalną konstrukcję dla rozwijanych nad drogami siatek antydronowych, które są obecnie szeroko stosowane na terenach objętych działaniami wojennymi. Nieprzypadkowo w krajach graniczących z Rosją coraz częściej zwraca się uwagę na znaczenie krajobrazu i zadrzewień w planowaniu odporności infrastruktury transportowej. Warmia i Mazury leżą w szczególnym miejscu Europy — w pobliżu Obwodu Królewieckiego oraz korytarza suwalskiego, który od lat uznawany jest za jeden z najbardziej strategicznych obszarów NATO. Nie twierdzimy, że aleje należy chronić wyłącznie z powodów militarnych. Ich podstawowe znaczenie jest przyrodnicze, krajobrazowe i kulturowe. Uważamy jednak, że w obecnej sytuacji geopolitycznej masowe usuwanie historycznych zadrzewień bez przeprowadzenia szerszej analizy ich potencjalnej roli dla obronności byłoby działaniem pochopnym.

Jeśli za kilka lat większość tych alei zniknie, kto powinien ponieść odpowiedzialność za tę zmianę krajobrazu – urzędnicy, samorządy, politycy czy także społeczeństwo, które nie zareagowało wystarczająco szybko?

To bardzo trudne pytanie. Jestem przekonana, że wszyscy poniesiemy odpowiedzialność, ale przede wszystkim wszyscy odczujemy zniknięcie alej. Jazda drogami regionu w pełnym słońcu latem i przy zawiewającym z pól śniegu zimą to naprawdę spore wyzwanie dla kierowców. Mówię to jako kierowczyni i osoba dojeżdżająca codziennie od piętnastu lat do pracy, na zakupy i załatwiająca codzienne sprawy drogami Warmii. Oczywiście szczególna odpowiedzialność spoczywa na politykach i samorządowcach. Nie zawsze zdają sobie oni sprawę z wartości alej, a to właśnie oni powinni bronić tożsamości regionu. Tymczasem nasz głos społeczny jest zagłuszany, a czasem wręcz wykpiwany — tak było podczas majowej sesji Sejmiku Województwa. Wystąpienia na czerwcowej sesji niestety nam odmówiono. Tym bardziej dziwi mnie to, że ochrona alej jest przecież wpisana do dokumentów strategicznych województwa warmińsko-mazurskiego. Mam jednak wrażenie, że w polityce często liczy się przede wszystkim tu i teraz. Myślę natomiast, że my jako społeczeństwo stanęliśmy na wysokości zadania. Nie mówię tu tylko o naszej grupie Skraj Drzew, ale o wszystkich, którzy podpisali petycję, udostępniali nasze posty i zostawiali słowa wsparcia. Dzięki tym gestom czujemy, że to, co robimy, jest ważne. Mój czteroletni synek powiedział kiedyś, że czuje, iż bronię drzew dla niego. I to jest prawda. Nie wyobrażam sobie przyszłych pokoleń, które przez pochopne decyzje podejmowane dzisiaj będą żyły w świecie asfaltu i betonu. Jestem przekonana, że właśnie dzięki takim krajobrazom, jakie mamy na Warmii i Mazurach, kształtuje się wrażliwość młodych ludzi — tak samo, jak kiedyś kształtowała się moja. Dlatego nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć odpowiedzialność za świat, w którym będą żyły nasze dzieci. Na społeczeństwo liczę. Ono już pokazało swoją siłę. Mam natomiast nadzieję, że odpowiedzialność za nasze wspólne dziedzictwo zaczną wreszcie traktować poważnie również ci, którzy dziś podejmują decyzje. Nam — społecznikom — nie pozostało nic innego, jak nadal trzymać rękę na korze i nie dopuścić do tego, by skraj drzew rzeczywiście nastąpił. To właśnie jest nasza odpowiedzialność.

 


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

5/5 - (1 vote)
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy