Dlaczego mleko owsiane podbija rynek, a mięso roślinne przegrywa? - Ekologia.pl
Ekologia.pl Trendy Dlaczego mleko owsiane podbija rynek, a mięso roślinne przegrywa?

Dlaczego mleko owsiane podbija rynek, a mięso roślinne przegrywa?

Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że żywność roślinna zmierza prostą drogą do całkowitego przeobrażenia rynku spożywczego. Burgery imitujące wołowinę trafiały do sieci fast foodów, mleko owsiane stało się symbolem miejskiego stylu życia, a inwestorzy pompowali miliardy dolarów w startupy obiecujące „koniec hodowli przemysłowej”. Dziś jednak widać wyraźnie, że nie wszystkie segmenty tej rewolucji rozwijają się tak samo.

Czy mięso roślinne jeszcze wróci?

Czy mięso roślinne jeszcze wróci? Fot. jonathancant/envato
Spis treści

Alternatywy dla mleka rosną niemal z roku na rok. Z kolei sprzedaż mięsa roślinnego – szczególnie w USA – spada. To nie chwilowe wahnięcie, lecz coraz wyraźniejszy trend. Pytanie brzmi: dlaczego konsumenci chętnie dolewają mleko owsiane do kawy, ale nie chcą regularnie jeść roślinnych kiełbasek i burgerów?

Starbucks zrozumiał coś ważnego

Kiedy w 2024 roku stery w Starbucks objął Brian Niccol, jedną z pierwszych decyzji było usunięcie dopłat za mleko roślinne. Podobny ruch wykonały także sieci Dunkin’ i Peet’s Coffee. Sieci gastronomiczne zrozumiały, że mleko bezmleczne przestało być niszowym dodatkiem dla wegan. Stało się elementem codzienności milionów klientów. I właśnie tu leży fundamentalna różnica między mlekiem roślinnym a mięsem roślinnym.

Latte pozostaje latte

Największą siłą mleka owsianego, migdałowego czy sojowego jest to, że nie wymaga od konsumenta zmiany nawyków. Ktoś, kto codziennie zamawia cappuccino, nadal zamawia cappuccino. Zmienia się tylko jeden składnik. Nie trzeba uczyć się nowego sposobu gotowania, zmieniać ulubionych przepisów ani przekonywać siebie, że produkt „smakuje prawie jak mięso”.

Mięso roślinne od początku próbowało sprzedawać się jako substytut – coś, co ma udawać wołowinę, kurczaka albo kiełbasę. Problem w tym, że konsumenci bardzo szybko wyczuwają różnicę. Jeśli produkt reklamowany jest jako „jak burger”, ludzie automatycznie porównują go z prawdziwym burgerem. I często uznają, że zamiennik przegrywa pod względem smaku, tekstury lub ceny.

Mleko owsiane nie musi „udawać” mleka krowiego idealnie. W kawie ma być kremowe, dobrze się pienić i nie dominować smaku. To znacznie łatwiejsze zadanie technologiczne.

Prostota wygrywa z ultraprzetworzeniem

Drugim problemem mięsa roślinnego jest sposób, w jaki konsumenci postrzegają tego typu produkty. Wiele roślinnych burgerów czy kiełbasek ma długie listy składników: izolaty białek, stabilizatory, aromaty, oleje roślinne czy substancje odpowiadające za teksturę i smak. Coraz więcej osób zwraca uwagę na stopień przetworzenia żywności, dlatego część konsumentów odbiera takie produkty jako „sztuczne” lub „laboratoryjne”.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że są niezdrowe. Wysoki stopień przetworzenia sam w sobie nie przesądza o wartości odżywczej produktu. Niektóre roślinne alternatywy mięsa mają korzystny profil tłuszczowy, mniej tłuszczów nasyconych i więcej błonnika niż ich mięsne odpowiedniki.

Problem leży raczej w percepcji niż w jednoznacznych dowodach naukowych. Konsumenci coraz częściej szukają produktów prostych i łatwych do zrozumienia, a mleko owsiane czy migdałowe łatwiej wpisuje się w ten trend. Sama nazwa sugeruje prosty skład i znane pochodzenie produktu — nawet jeśli proces produkcji również bywa zaawansowany technologicznie. To paradoks całego rynku. Produkty reklamowane jako zdrowsze bywają odbierane jako bardziej sztuczne niż tradycyjne mięso.

Mleko roślinne korzysta z dużo prostszej narracji. „Mleko owsiane” brzmi intuicyjnie. Konsument widzi owies, migdały albo kokos i rozumie, z czego produkt powstał, nawet jeśli rzeczywisty proces produkcji również jest przemysłowy. W praktyce odbiór i percepcja okazuje się ważniejsza niż fakty technologiczne.

Beyond Meat wycofuje się z „mięsa”

Symboliczne jest to, że nawet Beyond Meat zaczyna dystansować się od samego słowa „mięso”. Firma zmieniła nazwę na Beyond The Plant Protein Co., a na opakowaniach coraz częściej używa po prostu skróconego „Beyond”.

To nie kosmetyczny rebranding, ale sygnał głębszej zmiany strategii. Marka, która jeszcze kilka lat temu była ikoną „burgerowej rewolucji”, dziś rozszerza działalność na nowe kategorie — m.in. napoje proteinowe i batony białkowe.

Prezes firmy Ethan Brown otwarcie przyznaje, że konsumenci oczekują dziś prostszych składów i bardziej „autentycznych” produktów roślinnych. Dlatego Beyond zaczął promować produkty, które mniej imitują mięso, a bardziej eksponują swoje roślinne pochodzenie.

Przykładem jest Beyond Ground — mieszanka oparta jedynie na białku bobu, białku ziemniaczanym, łusce babki płesznik i wodzie. Na opakowaniu nie pojawia się już nawet słowo „mięso”.

To istotna zmiana filozofii. Jeszcze kilka lat temu branża próbowała przekonać konsumentów, że roślinne burgery są „nie do odróżnienia” od wołowiny. Dziś coraz więcej firm dochodzi do wniosku, że skuteczniejsza może być inna strategia: nie imitować mięsa za wszelką cenę, lecz budować kategorię produktów roślinnych opartych na prostocie i wysokiej zawartości białka.

Kryzys rynku roślinnych burgerów

Problemy Beyond nie są wyjątkiem. Według danych NIQ sprzedaż detaliczna mięsa roślinnego w USA spadła o 26 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat. Konsumenci coraz dokładniej czytają etykiety i zwracają uwagę na zawartość sodu, dodatków technologicznych czy cukru. To jednak nie oznacza, że rynek roślinny się kończy. Raczej zmienia kierunek.

Coraz większą rolę zaczynają odgrywać produkty wysokobiałkowe, mniej przetworzone i o prostszym składzie. Dlatego firmy takie jak Eat Just rozwijają proszki proteinowe z fasoli mung, a Impossible Foods inwestuje w pieczywo i makarony wzbogacane białkiem roślinnym. Także Silk mocno rozwija segment napojów proteinowych.

To może być początek nowego etapu dla żywności roślinnej — mniej o „udawaniu mięsa”, bardziej o funkcjonalności, białku i wygodzie.

Nietolerancja laktozy stworzyła ogromny rynek

Istnieje jeszcze jedna zasadnicza różnica: mleko roślinne rozwiązuje konkretny problem zdrowotny. Nietolerancja laktozy dotyczy ogromnej części populacji świata. Dla wielu osób napoje roślinne są koniecznością. Alternatywy dla mleka mają więc naturalną grupę odbiorców, niezależnie od mód żywieniowych.

Mięso roślinne nie ma podobnego fundamentu. Większość ludzi może jeść mięso bez problemów zdrowotnych. Oznacza to, że decyzja o zakupie burgera roślinnego opiera się głównie na motywacjach etycznych, środowiskowych albo dietetycznych — a te rzadziej przekładają się na codzienne, trwałe nawyki zakupowe.

Cena też ma znaczenie

Przez lata producenci mięsa roślinnego przekonywali, że ceny spadną wraz ze skalą produkcji. Tak się jednak nie stało w stopniu, którego oczekiwano. W wielu krajach roślinne burgery czy kiełbaski nadal są wyraźnie droższe od mięsa konwencjonalnego. Konsument ma więc zapłacić więcej za produkt, który często uważa za mniej smaczny i bardziej przetworzony. To wyjątkowo trudna kombinacja biznesowa.

W przypadku mleka roślinnego sytuacja wygląda inaczej. Różnice cenowe są mniejsze, a sam produkt częściej postrzegany jest jako element stylu życia premium — podobnie jak dobra kawa speciality.

Problem „niemożliwego burgera”

Sektor mięsa roślinnego popełnił też strategiczny błąd komunikacyjny. Marki próbowały stworzyć produkty „nie do odróżnienia” od mięsa. Początkowo działało to świetnie marketingowo, ale jednocześnie stworzyło nierealistyczne oczekiwania. Kiedy konsumenci odkrywali, że burger jednak różni się od wołowiny, pojawiało się rozczarowanie. Co ciekawe, znacznie lepiej radzą sobie produkty, które nie próbują imitować mięsa za wszelką cenę. Falafele, tofu, tempeh czy kotlety warzywne istnieją od dekad i nadal mają stabilnych odbiorców. Może właśnie dlatego, że nie udają niczego innego.

Czy mięso roślinne jeszcze wróci?

Mimo spadków eksperci uważają, że rynek mięsa roślinnego nie jest skazany na porażkę. Raczej kończy się okres przesadnego entuzjazmu.

Branża prawdopodobnie będzie musiała przejść trzy zmiany: uprościć składy, obniżyć ceny, przestać obsesyjnie kopiować mięso.

Coraz większe znaczenie może też mieć argument środowiskowy. Produkcja wołowiny pozostaje jednym z najbardziej emisyjnych segmentów przemysłu spożywczego, a presja związana z klimatem, wodą i wykorzystaniem gruntów będzie rosła. Problem polega jednak na tym, że konsumenci rzadko podejmują codzienne decyzje zakupowe wyłącznie z powodów ekologicznych. Smak, cena i wygoda nadal wygrywają z ideologią.

I właśnie dlatego mleko owsiane dziś triumfuje. Nie dlatego, że konsumenci nagle stali się bardziej ekologiczni. Po prostu dlatego, że łatwo wpasowało się w ich życie.


Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych

Bibliografia
  1. By Dee-Ann Durbin and The Associated Press; "‘It’s just not the moment for plant-based meat right now’: Beyond Meat is just Beyond now, CEO says"; https://fortune.com/2026/03/06/beyond-meat-changes-name-protein-focus-drops-meat/; 13-05-2026;
  2. Charlotte Pointing; "Why Oat Milk Keeps Winning While Plant-Based Meat Keeps Losing"; https://vegnews.com/vegan-milk-vs-vegan-meat; 13-05-2026;
Oceń artykuł
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments