Dziki znów terroryzują Białołękę
Ekologia.pl Wiadomości Ciekawostki przyrodnicze Dziki znów terroryzują Białołękę

Dziki znów terroryzują Białołękę

W Białołęce znów rozpanoszyły się dziki. Jak informuje Gazeta wyborcza, wygłodniałych zwierząt jest w mieście coraz więcej.

Fot.: dzik pływajacy w Wiśle, okolice mostu Grota-roweckiego w Warszawie (Michał Kaczorowski, boaedon.pl)

Fot.: dzik pływajacy w Wiśle, okolice mostu Grota-Roweckiego w Warszawie (Michał Kaczorowski, boaedon.pl)

Według straży miejskiej  problem się nasila – ostatnie półtora miesiąca to aż 58 interwencji  związanych z pojawieniem się dzików w mieście.  Leśnicy złapali w pułapkę na razie 7 zwierząt, a jak sami oceniają w lasach otaczających Warszawę jest co najmniej 500 dzików. Oczywiście nie wszystkie zwierzęta stanowią problem, jednak cześć dzików już na dobre przyzwyczaiła się do miejskiego życia. Według leśników to dopiero początek „dziczej”  plagi: według szacunków w pobliżu miasta może żyć nawet 200 loch. Na wiosnę każda z nich wyda na świat 5-7 prosiąt a to oznacza około 1500 zwierząt. Wiele z nich nauczonych przykładem rodziców zamieszka  w granicach miasta.

Ale większa liczba zwierzyny zwabiona przez pełne śmietniki to tylko wierzchołek góry lodowej.  Zwierzęta tracą naturalny strach przed człowiekiem, a łatwe, „miejskie” życie sprawia, że coraz trudniej adaptują się do życia w lasach. Mimo apeli wielu mieszkańców dokarmia dziki, a te wykorzystując sympatię potrafią się pojawiać pod blokami nawet o określonych porach karmienia. Takie na wpół oswojone dziki to jednak spory problem –  zwierzę może zaatakować (np. gdy uzna że stanowimy zagrożenie dla młodych). Ludzie łatwo zapominają że łagodny dzik może szybko się zamienić w szarżujące 100-200 kg masy mięśni. W dodatku samce posiadające pokaźne szable i fajki (duże kły) są w stanie poważnie zranić człowieka. Do takich potencjalnych niebezpieczeństw należy doliczyć coraz większe straty spowodowane przez zwierzęta: niszczenie ogrodzeń, samochodów, całkowite zrycie ogrodów, rozgrzebywanie śmietników itp.

Problem dzikich zwierząt pojawiających się w peryferyjnych dzielnicach miast wraca zawsze w sezonie jesiennozimowym. Ostatnie stosunkowo ciepłe zimy sprawiły, że ten trudny dla zwierzyny okres przetrwała większa liczba zwierząt niż zwykle. Podczas mroźnych, długotrwałych zim następuje znaczna redukcja pogłowia zwierzyny płowej. Długotrwałe, niekorzystne warunki  pogodowe są w stanie przetrwać tylko najsilniejsze okazy. Taka zimowa, naturalna redukcja jest korzystna dla całej populacji – bo to właśnie najsilniejsze zwierzęta o najlepszych genach dadzą początek nowemu pokoleniu. Jeżeli jednak w kolejnych latach panują łagodne zimy – zwierząt przybywa, niekiedy nawet ponad pojemność środowiska. Właśnie głód i perspektywa zdobycia dużej ilości łatwo dostępnego jedzenia zachęca dziki do odwiedzin miasta. Peryferyjne dzielnice – otoczone lasami, z łatwym dostępem do pełnych śmietników oferują nie tylko pożywienie ale i bezpieczeństwo. Zwierzęta szybko trącą dystans przed człowiekiem i problem z roku na rok staje się poważniejszy.

Do tej pory brak jest całościowych i spójnych pomysłów na rozwiązanie tego problemu. W różnych miastach stosowano do tej pory kilka metod, od podłapywania dzików aż po ich odstrzał redukcyjny.  Ciekawy wydaje się przykład Krynicy Morskiej w pobliżu której powstał rezerwat na terenie którego takie „miejskie” dziki są uczone ponownie „dzikości”. Taka „resocjalizacja” zwierząt jest niekiedy długotrwała, ale przynosi efekty, bo takie zwierzęta w większości nie wracają do miast. Pozostałe metody nie są tak skuteczne – odstrzał budzi protesty mieszkańców i ekologów, ponadto  na miejsce zastrzelonych dzików szybko pojawiają się nowe. Z kolei wywożenie zwierząt w odległe lasy bez „resocjalizacji” mija się z celem – zwierzęta najdalej po kilku tygodniach wracają.

Dziki w mieście pojawiają się też latem

Ekologia.pl
4.8/5 - (17 votes)
Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments