Zimowe wybryki natury w dawnej Polsce i na świecie

Wiemy doskonale o tym, że wszelkie odbiegające od normy na danym terenie przejawy potęgi natury budziły i ciągle budzą zaciekawienie, niepokój, a nawet grozę, gdyż wywierają dramatyczny niekiedy wpływ na egzystencję człowieka. Szczególną uwagę zwracano zwłaszcza na tajemnicze i nieprzewidywalne zjawiska pogodowe. Nic zatem dziwnego w tym, iż pozostawiły one liczne ślady w dawnych opisach, kronikach i pamiętnikach. Dotyczy to oczywiście również wyjątkowo ciepłych i nadzwyczaj mroźnych zim. Zapiski takie znajdujemy naturalnie także w polskich archiwach i bibliotekach.



Fot. sxc.huFot. sxc.hu

Dawnych kronikarzy chyba w najmniejszym stopniu interesowały zimy łagodne. Z tego też zapewne względu informacje o wyjątkowo ciepłych zimach są skąpe i występują dość rzadko. Pierwsza wiadomość o łagodnej zimie na terenie Polski znana jest zatem dopiero z początków XV wieku. Nieoceniony Jan Długosz przedstawił to tak: W roku 1412 zima była nadzwyczaj ciepła bez żadnego przymrozku i szronu, tak iż w Litwie nawet, kraju zimnym i mroźnym, około święta Oczyszczenia N. Panny (2 lutego) ludzie mieli już jarzyny do jedzenia i kwiaty, co za dziwowisko wielkie uważano.

Równie łagodna zima wystąpiła w Polsce na przełomie 1425 i 1426 roku. W styczniu i lutym padały wtedy ciągłe deszcze i często zdarzały się burze z piorunami. Kolejna bardzo łagodna zima miała miejsce z 1538 na 1539 rok, zapoczątkowując wyjątkowo ciepły okres trzyletni, który trwał do 1540 roku.

W XIX wieku bardzo ciepła zima wystąpiła w sezonie 1862/63. Temperatury powietrza stycznia i lutego wyniosły wtedy w Warszawie kolejno +1,4 i +1,2 st.C, gdy tymczasem średnie długoletnie przybierały tam wartości odpowiednio - 2,9 i - 2,0 st.C.

W 1925 roku zanotowano w Polsce kilkunastostopniowe temperatury dodatnie pod koniec grudnia, a także zaobserwowano silną burzę z wyładowaniami atmosferycznymi. Piorun spowodował wówczas nawet pożar. Wyjątkowo wczesna i ciepła wiosna była również w 1934 roku.

O ile łagodne i krótkie zimy nie wzbudzały - jak zauważyliśmy - większych emocji, to zimy śnieżne, mroźne i surowe utrwaliły się w pamięci współczesnych, pozostawiając po sobie stosunkowo najwięcej danych w relacjach z przeszłości.

Tak więc dowiadujemy się np., że zima w latach 1125 - 1126 miała spowodować śmierć wielu ludzi i zwierząt. Z powodu braku okrywy śnieżnej mróz zniszczył oziminy, co spowodowało z kolei klęskę głodu w Polsce. Również w 1235 roku sroga zima zniszczyła zboża i wywołała głód. W latach 1305 i 1364 na skutek silnych mrozów i grubej okrywy śnieżnej wyginęła w Polsce duża liczba dzikich ptaków i ssaków. Niskie temperatury były ponadto przyczyną znacznych szkód w sadach i ogrodach owocowych.
pixabay.com


Niestrudzony Jan Długosz tak oto pisał o zimie roku 1440: Była w tym roku w Polsce i w krajach pogranicznych zima ciężka i sroga, która wiele drzew różnego rodzaju wymroziła i spowodowała wielki pomorek na bydło. Przeszłego też lata chybiły urodzaje, a gdy z tej przyczyny bieda stała się powszechna, wiele ludzi umierało z głodu, niektórzy używali pewnej tłustości i soku, osiąkającego z drzew, który po polsku zowią "gyemioła"; inni z ziół, liści i korzonków wyrabiali chleb, z czego potem, gdy lato nadeszło, jakoby od morowej zarazy ginęli. Szlachta i wieśniacy zdzierali z obór stare strzechy, aby niemi jakożkolwiek głód i skwierek zmożonego bydła zaspokoić.

Od św. Marcina (11 listopada) bowiem śniegi ogromne trwały przez całą zimę i wiosnę, przy tęgich mrozach aż do św. Jerzego (23 kwietnia) i około tegoż dnia razem z lodami tajać poczęły, tak iż do tej pory i ziemia była ściśnięta, i po rzekach przechodzić można było. Przeto i bociany, z ciepłych przylatując krajów, dla wielkiego zimna cisnęły się jakby domowe ptactwo do ludzkich mieszkań i w nich się przechowywały, aż póki nie zeszły śniegi, lody i cieplejsza nie nastała pora. Wiele zaś różnego ptactwa od srogiego zimna poginęło, a rzeki nie puszczały; aż do św. Jerzego śniegi okrywały pola, góry, lasy, pagórki i krzewy.

Niezwykle surowa zima wystąpiła także w 1577 roku. Pisano, że ... woda wylana z naczynia wprzód zamarzła, nim do ziemi doleciała. W tym to okresie zima trwała bez przerw, ociepleń i odwilży od października aż do początków kwietnia 1578 roku. Równie ostre mrozy rozpoczęły się w pierwszych dniach grudnia 1637 roku i trwały do maja roku 1638.

W jednej z dawnych relacji czytamy z kolei, co następuje: Roku 1655 wielkie zimno panowało w Polsce, podczas gdy wojsko polsko-litewskie nad Dniestrem, blisko wioski Iskau, na zimę się rozłożyło; tak silne zimno w obozie czuć się dało, iż wszystkie napoje, nawet wina hiszpańskie, jednej nocy zupełnie aż do dna naczyń zamarzły, i tych potem nie inaczej użyć można było, jak przez rozbicie naczyń i roztopienie przy ogniu.

W wyniku wielkich mrozów występujących w sezonie zimowym 1708/1709, na Litwie ginęły ptaki oraz zwierzęta w lasach, a nawet w oborach. O zimie tej ks. Andrzej Chryzostom Załuski, biskup warmiński, napisał takimi oto słowy: Morze Bałtyckie jak tylko okiem nawet uzbrojonem dosięgnąć można było, do dnia 8 kwietnia, grubym lodem było pokryte. Zaś ks. Gabriel Rzączyński, autor "Historii naturalnej ciekawej Polski i Litwy...", w swojej relacji dodaje m.in.: Roku 1709 nadzwyczaj silne mrozy panowały w styczniu i lutym, i te wiele ludzi i bydła o śmierć przyprawiły; ptactwo mniejsze przez okna i drzwi do domów wpadało, szukając schronienia przed zimnem; ryby w stawach i sadzawkach do dna zamarzniętych poginęły; lasy w wielu miejscach od mrozu poniszczały, dęby od mrozu pękały z hukiem jakby od bomby; niektórzy wystawiwszy wino węgierskie i piwo na wolne powietrze, w przeciągu jednej godziny takowe zmrożone znaleźli; ziemia blisko na półtrzecia łokcia (ok. 145 cm) była zamarznięta.


Freeimages.com/Marta Dragonfly


Freeimages.com/Milda Hadaway

11 grudnia 1788 roku w Warszawie zanotowano temperaturę -31,2 st.C, a 8 lutego 1799 roku termometry wskazywały -33,1 st.C. Również w XIX wieku odnotowano szereg ostrych zim, kiedy to temperatura spadała niejednokrotnie poniżej -30 st.C.

W czasach już nam bliższych wyjątkową pod względem natężenia i uporczywości mrozów zimą była ta z przełomu lat 1928/1929. Wystąpiły wtedy temperatury znacznie niższe, aniżeli średnie długoletnie.

Zanotowano wówczas wielokrotnie wskazania termometrów dochodzące do -40 st.C. Tak niskie temperatury utrzymywały się przez wiele miesięcy. Obok ostrych mrozów, inną charakterystyczną cechą tej zimy, którą zresztą uznano za jedną z najsurowszych w dziejach, była gruba i trwała okrywa śnieżna. Jej głębość wynosiła w lutym ok. 35 cm, a w marcu dochodziła do 40 cm. W niżej położonych miejscach oraz na skrajach lasów wielometrowe zaspy utrzymywały się jeszcze w pierwszej dekadzie maja. Pamiętna była również zima z 1939 na 1940 rok. W Warszawie zanotowano wtedy temperaturę -30 st.C.

Na koniec wspomnijmy jeszcze "zimę stulecia" z 1979 roku, kiedy to w styczniu cała północna Europa zaskoczona została nagłym atakiem niezwykle silnych mrozów. W Polsce temperatura spadła poniżej -20 st.C, co w połączeniu z gwałtownymi i niezwykle obfitymi opadami śniegu doprowadziło do sparaliżowania komunikacji drogowej i kolejowej. W zaspach utknęły samochody i pociągi z tysiącami podróżnych; w kraju odnotowano liczne przerwy w dostawach energii elektrycznej, ciepłej wody i ogrzewania z pozbawionych paliwa ciepłowni. Panujący wówczas mróz był także pośrednią przyczyną tragicznego wybuchu w warszawskiej rotundzie PKO u zbiegu Alei Jerozolimskich i ulicy Marszałkowskiej, który miał miejsce dnia 15 lutego i spowodował śmierć 49 ludzi (rannych było ponad 100 osób). Okazało się mianowicie, że z uszkodzonego zaworu w przebiegającym obok rotundy podziemnym przewodzie ulatniał się gaz ziemny. Nie mógł on poprzez zamarzniętą ziemię wydostać się na powierzchnię, a więc wniknął kanałami telekomunikacyjnymi do podziemi banku, gdzie po osiągnięciu krytycznego stężenia eksplodował.

Minione stulecie przyniosło gwałtowny wzrost przepływu informacji, a zatem zaczęły do nas docierać nawet z odległych zakątków Ziemi wiadomości mówiące także o anomaliach klimatycznych i towarzyszących im tragicznych zdarzeniach. Dawne roczniki i klasztorne kroniki zostały zastąpione przez wszechobecne środki masowego przekazu.



Freeimages.com/Gerd Marstedt


Freeimages.com/tomtown


Styczeń 1951 roku okazał się niezwykle tragiczny dla mieszkańców kilkunastu alpejskich miejscowości w Austrii, Szwajcarii i we Włoszech. Wielkie opady śniegu, a następnie deszczu oraz bardzo silny wiatr i wysoka temperatura wywołały tam serię lawin śnieżnych, pod którymi zginęło 240 osób. Ucierpiała zwłaszcza szwajcarska wioska Vals, gdzie aż 19 osób straciło życie w wyniku zejścia pojedynczej lawiny.

Dnia 10 lutego 1970 roku lawina śnieżna ponownie stała się przyczyną ludzkiego dramatu - tym razem we Francji. Pod zwałami śniegu znalazło się młodzieżowe schronisko w kurorcie Val d'Isere, gdzie zimowe ferie spędzało ok. 200 młodych ludzi w wieku od 15 do 25 lat. Zginęły wówczas 42 osoby, a 37 zostało rannych.

Między 9 a 17 stycznia 1982 roku fala rekordowych mrozów w południowych i środkowozachodnich stanach USA przyniosła śmierć 261 osobom. Dnia 13 stycznia oblodzenie silników Boeinga 737 stało się przyczyną katastrofy lotniczej. Otóż wkrótce po starcie z lotniska w Waszyngtonie samolot uderzył w most na rzece Potomac. Spośród 79 osób na pokładzie maszyny zginęły 74, a ponadto śmierć poniosły 4 osoby przebywające wówczas na moście. Nawet ten skrótowy przecież przegląd wydarzeń związanych z nietypowym przebiegiem zimowej pory roku może wywołać nastrój pesymistyczny. Okazuje się bowiem, że człowiek na przestrzeni wieków nieustannie otrzymywał surową lekcję od przemożnych sił natury i w niewielkim tylko stopniu pomógł mu w obronie przed nimi niewątpliwie znaczny postęp cywilizacyjny.

Z drugiej jednak strony, doświadczenia te zmuszają do głębszej refleksji nad kondycją ludzką. Pozbawiając ludzi złudzeń co do jakiejś ich wyjątkowej, nadzwyczajnej lub uprzywilejowanej pozycji, owe klęski wyznaczają im jednocześnie "miejsce w szeregu", którego należy się trzymać, aby mieć szansę na przetrwanie. Można tam ulec przewadze, ale jest też dostatecznie dużo swobody na skuteczną obronę. Miejmy to na uwadze, gdy pojawią się pierwsze komunikaty o znalezionych gdzieś na drogach, polach, w altankach działkowych lub wyziębionych mieszkaniach ofiarach mrozów, które tak naprawdę są jedynie ofiarami obojętności bliźnich.

Marek Żukow-Karczewski



Ocena (4.0) Oceń:

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy