Wojna o Morskie Oko. Obrońcy zwierząt chcą przejąć transport i zastąpić konie elektrykami
Czy najbardziej kontrowersyjny transport w polskich górach może zostać przejęty przez organizacje prozwierzęce? Aktywiści zapowiadają, że chcą sami zostać przewoźnikami na trasie do Morskiego Oka. Ich plan jest jednak znacznie ambitniejszy niż samo wejście na rynek. Chcą spełnić wszystkie formalne wymogi, a następnie zakwestionować przepisy blokujące wjazd pojazdów elektrycznych i doprowadzić do zastąpienia konnych zaprzęgów transportem bez udziału zwierząt.
Spór o konie wożące turystów do Morskiego Oka trwa od lat. Teraz jednak konflikt może wejść na zupełnie nowy poziom. W środę przedstawiciele organizacji prozwierzęcych spotkali się w Starostwie Tatrzańskim z władzami powiatu oraz dyrekcją Tatrzańskiego Parku Narodowego. Na stole pojawiła się propozycja, która może mocno namieszać w wieloletnim sporze.
Zrzeszenie Organizacji Ochrony Zwierząt chce samo rozpocząć działalność przewozową na drodze do Morskiego Oka.
– Zaproponowaliśmy, że zostaniemy sami przewoźnikami i spełnimy wszystkie wymogi starostwa powiatowego, żebyśmy mieli prawo zaskarżyć akt prawa miejscowego wydawany przez starostę, który zabrania korzystania na tej trasie z pojazdów elektrycznych – powiedział Konrad Kuźmiński, prezes zarządu Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.
Konie czy pojazdy elektryczne? Aktywiści chcą zmienić zasady
To ważny szczegół. Aktywiści nie chcą jedynie protestować z boku i apelować o zmianę zasad. Zamierzają wejść do systemu, spełnić wymagania obowiązujące przewoźników, a następnie spróbować podważyć przepisy, które uniemożliwiają uruchomienie transportu elektrycznego na trasie do Morskiego Oka.
Ich cel jest jasny: konie miałyby zniknąć z przewozów turystycznych, a ich miejsce zajęłyby pojazdy elektryczne.
Transport konny do Morskiego Oka. Co stanie się z 300 końmi?
Aktywiści chcą również rozwiązać problem, który od razu pojawia się przy każdej dyskusji o likwidacji transportu konnego: co stanie się ze zwierzętami? Na trasie do Morskiego Oka pracuje około 300 koni. Przedstawiciele organizacji ochrony zwierząt proponują, aby Tatrzański Park Narodowy odkupił je i wykorzystał do wypasu na górskich halach. Według aktywistów park miałby możliwości, by zapewnić zwierzętom dalsze życie bez konieczności wożenia turystów po asfaltowej drodze.
To oczywiście rodzi kolejne pytania: kto miałby sfinansować taki wykup, ile kosztowałoby utrzymanie kilkuset koni i czy TPN rzeczywiście dysponuje odpowiednimi warunkami oraz zasobami? Sam pomysł może więc brzmieć prosto, ale jego realizacja wymagałaby bardzo konkretnego planu finansowego i organizacyjnego.
Co istotne, Tatrzański Park Narodowy już zmienia sposób organizacji transportu na trasie. Dyrektor TPN Szymon Ziobrowski przypomniał, że park realizuje ustalenia listu intencyjnego podpisanego w lutym 2025 roku. Trwa również postępowanie dotyczące zakupu kolejnych autobusów elektrycznych – chodzi o 16 pojazdów.
Od 1 września ma ruszyć pilotaż nowej organizacji transportu. Wozy konne mają kursować na krótszym odcinku – ich trasa ma zostać skrócona do Wodogrzmotów Mickiewicza. To oznacza, że zmiana już się rozpoczęła, ale nie w tempie, jakiego oczekują obrońcy zwierząt. Zamiast natychmiastowego końca przewozów konnych mamy stopniowe ograniczanie ich zasięgu i rozwijanie alternatywnego transportu.
Starostwo mówi: problemem jest bezpieczeństwo
Władze powiatu nie są jednak przekonane, że na ruchliwej drodze do Morskiego Oka można po prostu dopuścić kolejną formę transportu. Starosta tatrzański Andrzej Skupień zwraca uwagę przede wszystkim na kwestie bezpieczeństwa. Droga jest wykorzystywana przez pieszych, zaprzęgi konne oraz pojazdy służb ratowniczych i technicznych. W jego ocenie dokładanie kolejnych pojazdów do tego układu może stworzyć poważne problemy organizacyjne.
Dwa konie nie przeszły badań. Przewoźnicy wskazują na kontrole
Starosta podkreśla również, że konie pracujące na trasie są objęte nadzorem weterynaryjnym. Zwierzęta mają wykonywać maksymalnie dwa kursy dziennie, a ich stan zdrowia jest regularnie kontrolowany. W tegorocznych badaniach weterynaryjnych i ortopedycznych sprawdzono 282 konie. Dwóch zwierząt nie dopuszczono do pracy.
Według władz nie odnotowano przypadku padnięcia konia na trasie z powodu przeciążenia. Trzy konie padły z innych przyczyn, m.in. wskutek nagłego zachorowania oraz zdarzenia związanego ze spłoszeniem zwierzęcia przez nisko przelatujący śmigłowiec ratowniczy.
Dla przeciwników transportu konnego same wyniki badań nie kończą jednak dyskusji. Ich argument jest szerszy: nawet zdrowy i kontrolowany koń nadal wykonuje ciężką pracę na asfaltowej trasie, wśród tysięcy turystów i w warunkach, które od lat budzą ogromne emocje.
Spór wchodzi w nową fazę – aktywiści chcą sami zostać przewoźnikami
Przez lata wojna o konie nad Morskim Okiem opierała się przede wszystkim na protestach, apelach i kolejnych deklaracjach. Teraz aktywiści zapowiadają ruch, który może przenieść konflikt na grunt formalny i prawny.
Jeśli rzeczywiście spełnią wymagania i uzyskają możliwość działania w ramach obowiązującego systemu, mogą spróbować zakwestionować przepisy ograniczające transport elektryczny. To byłaby zupełnie nowa strategia: nie protest przed bramą, ale wejście do środka i próba zmiany zasad od środka.
Jednocześnie TPN już przygotowuje kolejne elektryczne busy i od września skraca odcinek, na którym będą kursować zaprzęgi. Jedno wydaje się więc pewne: przyszłość transportu do Morskiego Oka będzie coraz bardziej elektryczna. Pytanie brzmi tylko, czy konie znikną z tej trasy stopniowo, w ramach kolejnych zmian wprowadzanych przez TPN, czy też spór przyspieszą aktywiści, którzy zamierzają rzucić wyzwanie obowiązującym zasadom.

Absolwentka Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej. Specjalizuje się w technicznych i naukowych tekstach o przyrodzie, zmianie klimatu i wpływie człowieka na środowisko. W swoich artykułach łączy rzetelną wiedzę inżynierską z pasją do natury i potrzeby życia w zgodzie z otoczeniem. Uwielbia spędzać czas na łonie przyrody – szczególnie na Warmii, gdzie najchętniej odkrywa dzikie zakątki podczas pieszych wędrówek i wypraw kajakowych
Opublikowany: 20 sierpnia, 2026
