Gołąb grzywacz - opis, występowanie i zdjęcia. Ptak gołąb grzywacz ciekawostki

Patrząc na gołębia grzywacza można odnieść wrażenie, że to ptak ociężały. Stawia krok za krokiem, tak jakby nigdy i nigdzie mu się nie spieszyło. Nie zważa przy tym na stojące na drodze przeszkody, a inne, mniejsze ptaki ustępują mu z drogi, tak jak poddani przed swoim królem. Czy gołąb grzywacz na miano króla zasługuje? Dla mnie to przede wszystkim symbol końca sierpnia, a co za tym idzie zbliżającego się końca lata oraz początku wielkiej, jesiennej ptasiej wędrówki.



Grzywacz, fot. Kacper KowalczykGrzywacz, fot. Kacper Kowalczyk
  1. Gołąb grzywacz to rzeczywiście duży ptak
  2. To wychowanie
  3. Gołąb grzywacz wędrowniczek
  4. Coraz bardziej pospolity ten gołąb grzywacz

Gołąb grzywacz to rzeczywiście duży ptak

Była wtedy wczesna wiosna i o dziwo, miałem trochę wolnego czasu. Cóż innego mogłem zrobić z tym czasem, żeby nie krzątać się z kąta w kąt? Nic zapakowaniem aparatu w plecak i wyruszenie gdzieś poza miasto. Niestety się nie udało wykroczyć poza granicę Wrocławia, zatrzymałem się w Parku Szczytnickim. A to wszystko przez gołębie grzywacze (Columba palumbus) i moją chciwość uwiecznienia tych zwierząt na matrycy. Ubrany w moje „morociuchy” szedłem na przystanek, a po prawej stronie zauważyłem zażywające pierwszych promieni wiosennego słońca ptaki. Gołębie grzywacze były zajęte jedzeniem, zbieraniem materiału na gniazdo oraz zalotami do samic. Wyglądało to jak rodzinna sielanka. Wyobraźcie sobie na kwiecistym skrawku ziemi, pośród barw żółtych i białych oraz fioletowych nie robiące sobie nic z obecności ludzi duże, bo ważące w granicach 500-600 g ptaki i osiągające rozmiary rzędu 40-50 cm, uprawiają swoje powinności. Niczym nie skrępowane, równoprawnie korzystające z dobrodziejstw parku, tak samo jak dwunożne istoty.

Przypatrywałem się im z 15 minut. Podszedłem bliżej, potem jeszcze bliżej i bliżej. W końcu położyłem się, oko przytknąłem do wizjera aparatu. Migawka klapała, a ja strzał za strzałem w gołębie grzywacze. Cieszyłem się jak dziecko, które otrzymało pierwszą zabawkę. Nigdy tak blisko gołębi grzywaczy nie miałem, bo te z którymi miałem do czynienia w centralnej Polsce, raczej nie chciały współpracować. Gdzieś tam miały zakodowany strach do człowieka. Jak tylko mogły, trzymały się z dala ode mnie, byle jak najdalej. Odlatywały, uciekały, przelatywały z gałęzi na gałąź. A te jakby miały mnie gdzieś. Pewnie myślały – „leży jakiś wariat i coś tam robi” – później sam o sobie tak myślałem. No ale cóż, zrobiłem tyle zdjęć ile miałem zrobić, później słońce już wzeszło na nieco wyższy poziom horyzontu. Światło kompletnie do niczego się nie nadawało. Zaprzestałem zatem dalszych strzałów, ale z gołębiami grzywaczami nadal posiedziałem. Popatrzyłem na ich wiosenne harce, do których dołączyły dwie sierpówki. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że grzywacz to rzeczywiście duży ptak. Sierpówki według ornitologów średniej wielkości przedstawiciele pierzastej części fauny, wyglądały przy nich na bardzo malutkie, chudziutkie, nawet wychudzone gołąbki, a do tego całkiem szarobure. Gołębie grzywacze w promieniach słońca mieniły się szaroniebieską barwą upierzenia, do tego ta biała „grzywa” na szyi a nad nią opalizujące na zielono pióra. Kolorystycznego smaczku dodaje im dziób, który jest żółto-czerwony. Jak bardziej wnikliwie poobserwujemy te gołębie, to zauważymy, że ich źrenica, kontrastująca z jasną tęczówką, ma dziwny, zupełnie inny, jajowaty kształt. Młodociane osobniki są upierzone nieco inaczej. Brzuch jest bladoróżowych, a wierzch bardziej szary niż niebieski, a do tego „grzywy” brak, no i dziób ma kremowo-brązową barwę. Oko jest całe ciemne. Źrenicę z daleka tutaj trudno odróżnić od niemal czarnej tęczówki. Ale tak tylko wygląda przez kilka miesięcy, bo już następnej wiosny po wykluciu młody gołąb grzywacz przybierze dokładnie takie same barwy jak jego rodzice, a jak mu się poszczęści, to sam stanie się rodzicem.
Grzywacz, fot. Kacper Kowalczyk

To wychowanie

Gdyby Polacy rozmnażali się z taką częstotliwością jak gołębie grzywacze, to o problemach demograficznych i ujemnego „przyrostu” moglibyśmy zapomnieć. Społeczeństwa w żaden sposób nie trzeba byłoby stymulować, a nas byłoby więcej i więcej. Gołębie te są zdolne do wyprowadzenia czterech, a nawet pięciu lęgów w ciągu roku. Pierwszy zaczynają już w marcu, a na terenach gdzie zimują, czyli na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie nawet w lutym. Dwa czysto białe jaja przez następne 16 dni są wysiadywane głównie przez samicę, którą tylko od czasu do czasu zastępuje samiec.
Wysiadywanie rozpoczyna od zniesienia pierwszego jaja, dlatego drugie młode jest młodsze o 1 lub 2 dni. Chociaż między pisklętami widać różnicę w wielkości, to zjawisko kainizmu, czyli „pozbywania się” słabszego pisklęcia, nie jest aż tak często obserwowane jak u ptaków drapieżnych. Wysiadywanie jaj od pierwszego ma raczej związek z zachowaniem ostrożności przez gołębich rodziców, bowiem białe jaja są łatwo zauważalne na tle ciemnego gniazda. To stanowi zachętę dla wron, srok, kun oraz wielu innych amatorów ptasich jaj. Dlatego samica osłania swoim ciałem dobytek jej oraz samca. Jednak gdyby lęg się nie udał, to przeważnie zostaje powtórzony. Gołębie grzywacze tak postępują aż do początku sierpnia. Młode po wyjściu z gniazda, w którym spędziły około czterech tygodni, są dokarmiane przez rodziców jeszcze tylko przez dwa tygodnie, a potem muszą same sobie radzić. W tym czasie para zajmuje się tworzeniem kolejnego lęgu. Przez cały sezon jedna samica składa średnio 5 jaj, co daje ok. 1,25 jaja na jeden lęg. Gniazdo jak na gołębie przystało wygląda całkiem nieźle, ale na tle innych ptaków grzywacze wypadają słabo. Konstrukcja jest niezbyt wyrafinowana. Wygląda to jak kupa gałązek ułożona między stabilnymi konarami drzewa. Bez żadnych udziwnień, ozdób, po prostu zebrane gałęzie w jedną, niezbyt piękną, całość.
Jaja gołębia grzywacza, źródło: By Rasbak (Own work) [GFDL or CC-BY-SA-3.0], via Wikimedia Commons
Młody gołąb grzywacz, fot. Kacper Kowalczyk

Gołąb grzywacz wędrowniczek

Kiedy czas na odchowywanie młodych z kolejnych lęgów definitywnie dobiega końca, wtedy rozpoczyna się wędrówka. Gołębie grzywacze tworzą zgromadzenia liczące po kilkadziesiąt, a niekiedy nawet kilkaset ptaków i przelatują z miejsca na miejsce. W tym czasie można je spotkać na świeżo skoszonych lub zaoranych polach, czy łąkach po kolejnym sianokosie. Tam aktywnie szukają jedzenia, a to ziarna, a to jakieś pędy, trochę zielonki, ogólnie wszystko, co można włożyć w dziób, a przysporzy nieco energii. Gdy jedzenia na danym żerowisku zacznie brakować, wtedy ptaki wędrują dalej i dalej. W ten sposób krok po kroczku kierują się coraz bardziej na południe. Pytanie pozostaje jak daleko na to południe zalecą? No właśnie! Gołębie grzywacze rzeczywiście są ptakami dość leniwymi. Z biegiem czasu mniej chętnie wędrują dalej. Jeśli mogą to zostają w swoim rewirze, albo przemieszczają się ale o kilkaset, a nie jak dotąd o kilka tysięcy kilometrów. Zawsze byłem przekonany, że gołąb grzywacz to musi naprawdę daleko lecieć. Niespodziewanie pojawiały się na wiosnę i równie niespodziewanie znikały jesienią. Taki cykl obserwowałem przez wiele lat, jednak jak wszystko na świecie, do czasu. To był rok, w którym zmieniłem adres zamieszkania. Z centralnej Polski wywiało mnie na Dolny Śląsk. Przed wyjazdem do Wrocławia jeszcze wybrałem się na nad Ner. Pośród trzcin harcowały remizy, i młode, i stare, a nawet wąsatki. Na łąkach zaś gołębie grzywacze między sobą uskuteczniały poszukiwania pokarmu i gromadzenie jak największej ilości zapasów energii. Jesienią ptaki te ważą najwięcej. Często ich masa przekracza 600 gramów.
Jeden przez drugiego, jakby walczyły ze sobą, bo znalazły chyba coś wartego uwagi. Wtedy nadleciał jastrząb. Niby było go widać, ale gołębie grzywacze niczym nie przejęte, dalej próbowały się dokopać, do tego co znalazł jeden z nich. Jastrząb przysiadł na topoli i tylko wypatrywał. Piękny osobnik, teraz już nie wiem czy to był samiec, czy może samica. Przez lornetkę widziałem jednak ciemnopomarańczową tęczówkę, a im bardziej pomarańczowa, a nawet czerwona tęczówka, tym jastrząb jest starszy. Do tego piękna biała brew nad okiem oraz szaroniebieski tułów, nawet bardziej niebieski niż szary. Osobnik to musiał być dość stary, a co za tym idzie doświadczony w swych bojach. Patrzył, i patrzył i tylko czekał na odpowiedni moment. Wydawało się jednak, że ten moment ciągle trwa, bo ptaki były nadal zajęte grzebaniem. Jastrząb wyczekał jeszcze chwilę. Zaczął atak. Mimo swojego wieku, a także sprawności, stado kilkudziesięciu grzywaczy jak na komendę poderwało się do lotu i namieszało mu nieźle w głowie. Podejrzewam jaki musiał mieć mentlik ten ptak. Dosłownie widać było jak się miota, tak jakby nie wiedział, którego ptaka ma chwycić. Mimo tej ociężałości, grzywacze zdążyły mu umknąć, po czym poleciały w kierunku południowym. Za kilka godzin ja też pojechałem w kierunku południowym. No i tak zostałem już na dłużej na tym południu. Nadszedł 1 grudnia, a ja wracałem z zajęć z anatomii na wrocławskim Biskupinie. Spieszyłem się, żeby zdążyć na tramwaj, szedłem zatem dość żwawym krokiem. Jednak na słupie ogrodzenia zauważyłem siedzącego gołębia grzywacza. Patrzyłem i oczom nie wierzyłem. Jak to? Grzywacz? Tutaj, o tej porze roku? Byle jakie, bo byle jakie, ale zdjęcia mu zrobiłem. Bo nadal sam sobie nie wierzyłem. Gołąb grzywacz, który postanowił zimować. To było coś. Później dowiedziałem się, że regularnie od kilku lat grzywacze zimują w stolicy Dolnego Śląska i dla tamtejszych ornitologów nie jest to niczym nadzwyczajnym, że taki sobie grzywacz siedzi w głębokiej zimie przed jakimś budynkiem, mimo że wokół pełno śniegu.
Gołąb grzywacz, fot. Kacper Kowalczyk

Coraz bardziej pospolity ten gołąb grzywacz

Jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku, gołębie grzywacze były rzadkimi mieszkańcami lasów liściastych. Spotkanie tego gołębia graniczyło z cudem, a do tego ich obyczaje gniazdowe, czyli siedzenie zupełnie cicho na gnieździe, uniemożliwiały wręcz ich lokalizację. Dopiero w drugiej połowie XIX w. rozpoczęła się wielka ekspansja gatunku, która z początku była dość nie śmiała i nieco później nabrała rozpędu. Głównym celem było zakładanie gniazd w miastach. W parkach, skwerach, wszędzie tam, gdzie rosło trochę drzew liściastych, pozwalających na ukrycie pieleszy. W przypadku gołębia grzywacza można powiedzieć, że moda na osiedlanie się w miastach przyszła z zachodu. Przynajmniej taki proces był bardzo dobrze widoczny w Polsce, kiedy to ptaki były dość licznie obserwowane w sercu Szczecina, natomiast niezbyt chętnie wkraczały do Białegostoku. Proces urbanizacji gołębi grzywacza w Polsce ma swoje początku w późnych latach ’60 XX w. To właśnie wtedy po raz pierwszy odnotowano dość znaczą liczbę tych ptaków w Szczecinie. I tak aż do dziś gołębie te coraz chętniej wybierały biotopy przekształcone przez człowieka. Obecnie to bardzo pospolity ptak miejski. Wielu z nas nie wyobraża sobie parku, czy też skweru bez tych dużych szaroniebieskich gołębi z białą grzywą. Według niektórych źródeł za taki stan rzeczy odpowiada zaprzestanie polowań w zachodniej Europie. Populacja gołębi grzywaczy wzrosła, to i ptaki rozpoczęły poszukiwania nowych, dotąd sobie nieznanych terenów na założenie gniazda. Jak się okazuje miasta są do tego doskonałym miejscem.
Gołąb grzywacz, fot. Kacper Kowalczyk
Kacper Kowalczyk
Ocena (4.5) Oceń:
Pasaż zakupowy