Wilk workowaty - gatunek wymarły. Fakty i mity

Fot.: wilk workowaty - zdjęcie z 1910 roku, wykonane w ZOO w Waszyngtonie Fot.: wilk workowaty - zdjęcie z 1910 roku, wykonane w ZOO w Waszyngtonie

Międzynarodowy zespół naukowców przebadał DNA pobrane z włosów wymarłego wilka workowatego. Pozwoli to nie tylko lepiej chronić współczesne ssaki, ale być może także wskrzesić wymarłego torbacza. Wyniki badań opublikowano w czasopiśmie „Genome Research”


Wilk workowaty (Thylacinus cynocephalus) nazywany także tygrysem lub wilkiem tasmańskim był dużym drapieżnym torbaczem. Pierwotnie zamieszkiwał rozległe tereny Australii i Nowej Gwinei. Na skutek intensywnych polowań (jako drapieżnik uznany był za szkodnika, bo napadał na stada owiec) został wytępiony, najdłużej zachował się na Tasmanii, gdzie występował jeszcze w XX wieku. Ostatni osobnik na wolności był widziany w 1932 roku, natomiast ostatnia samica w niewoli padła w 1936 roku w ZOO w Hobart.  Oficjalnie w 1986 roku zwierzę uznano za wymarłe. Do dziś trwają jednak spekulacje, że na odludnych terenach Tasmanii wilkowi workowatemu udało się przetrwać, brak jednak na to dowodów.

Czego uczy nas ta historia?

Ponieważ zwierzę wymarło niedawno, naukowcy stawiają je na pierwszym miejscu wśród zwierząt jakie należałoby wskrzesić. Niestety formalina, w której zakonserwowano niektóre wilki workowate, pocięła nic DNA na drobne fragmenty co uniemożliwia ich odtworzenie. Teraz naukowcy wzięli pod lupę, zachowane w kilku muzeach przyrodniczych fragmenty sierści wymarłego torbacza. Ponieważ włosy nie były przechowywane w formalinie, możliwa stała się analiza niemal kompletnego DNA. Badano włosy pochodzące z dwóch osobników, okazało się, ze ich DNA jest niemal identyczne. Zbyt mała różnorodność genetyczna mogła przyczynić się do wyginięcia gatunku. Przy małej różnorodności genów u danego gatunku często wystarczy niewielka zmiana środowiska (np. nowy szczep bakteryjny czy też niewielka zmian klimatu), by cały gatunek stanął na krawędzi zagłady.

Jak twierdzą badacze, dziś kryterium różnorodności genetycznej powinno być traktowane jako kluczowe przy ocenie czy dany gatunek jest zagrożony i jak szybko należy rozpocząć działania ochronne. Do tej pory najważniejszym kryterium była szacowana wielkość populacji i obszar jej występowania – jak się jednak okazuje może być to kryterium zbyt optymistyczne. Zbyt mała różnorodność genetyczna jest też problemem jaki spędza sen z powiek wielu dyrektorom ogrodów zoologicznych. Okazuje się, że wiele gatunków chronionych, które mają być rozmnażane w niewoli ma z tym spore trudności. Jedną z najważniejszych przyczyn wydaje się być zbyt duże podobieństwo kojarzonych osobników co wpływa chociażby na niską przeżywalność młodych i ich podatność na choroby. Aby uniknąć kojarzenia ze sobą spokrewnionych zwierząt od lat prowadzi się księgi hodowlane zagrożonych gatunków, co pomaga kojarzyć najlepsze pod względem genetycznym pary zwierząt. Problem ten jest jednak nadal poważny, np. cała populacja geparda jest dość jednolita genetycznie a więc podatna na zmiany środowiska. Niedawno świat obiegła wiadomość że diabła tasmańskiego dziesiątkuje epidemia i gatunek jest zagrożony. Okazuje się, że zwierzęta te są dość jednolite genetycznie, co źle wróży planom ich ochrony.


Wilk workowaty
Fot.: wilk workowaty w ZOO, zdjęcie z 1921 roku

Galeria zdjęć

Fot.: wilk workowaty - zdjęcie z 1910 roku, wykonane w ZOO w WaszyngtonieFot.: wilk workowaty w ZOO, zdjęcie z 1921 rokuFot.: jedno z ostatnich zdjęć żywego wilka workowatego, wykonane w 1933 rokuFot.: wypchany wilk workowaty, eksponat z muzeum w Oslo
wykop.pltwitter.plfacebook.pl
Oceń: Drukuj

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy