Autor: Marek Żukow-Karczewski

Medycyna u progu nowoczesności. Czym zajmowali się lekarze sto lat temu?

źródło: Wikipediaźródło: Wikipedia

Natura ludzka ma jakąś taką dziwną właściwość, dzięki której człowiek bardzo szybko potrafi przyzwyczaić się do zachodzących wokół pozytywnych zmian, a zwłaszcza do wszelkich wygód, udogodnień i ułatwień w życiu codziennym. Niezwykle często też wielkie, pozwalające w nowy sposób postrzegać otaczający świat i samego człowieka osiągnięcia naukowe traktowane są jako istniejąca „od zawsze”, należna ludzkości oczywistość.



Z powyższego nastawienia wynika również zauważalny brak zainteresowania już rozwiązanymi, a przecież jeszcze całkiem niedawno srogo gnębiącymi ludzi problemami. Po prostu zapomina się o nich i udaje, że nigdy nie istniały.

Podobnie sprawy się mają w przypadku postępu w medycynie. Ze zrozumiałych względów wszyscy skupiają się dzisiaj na bieżących wyzwaniach, nie doceniając wagi dawnych zagrożeń i nawet nie chcąc wiedzieć o rozmaitych utrapieniach zdrowotnych, towarzyszących życiu minionych generacji. A tam, w mrokach niepamięci, czają się pokonane już choroby i epidemie, dawno odkryte mikroby oraz wszystko to, z czym uparcie, w wielkim trudzie walczyli lekarze i uczeni rozmaitych specjalności, aby mieszkańcy ziemskiego padołu mogli mieć szansę na dłuższe i zdrowsze życie.

Jakże fascynujący, zaskakujący i zróżnicowany jest ów zapomniany świat! Wystarczy chociażby wspomnieć, że zaledwie sto lat temu, a dokładniej 13 listopada 1913 roku, przeprowadzono w Chinach pierwszą oficjalną i legalną sekcję zwłok, gdyż dopiero wówczas zalegalizowano w tym kraju autopsję. Lekarzom na ręce patrzyli wtedy licznie zgromadzeni prokuratorzy, sędziowie i urzędnicy. Tymczasem rok wcześniej francuski chirurg Theodore Tuffier wykonał z powodzeniem pierwszą operację zastawki aortalnej. W roku 1909 amerykański bakteriolog Frederick Fuller Russel zapoczątkował szczepienia przeciwko durowi brzusznemu wśród żołnierzy armii USA, co miało się im wkrótce bardzo przydać w brudnych okopach światowej wojny. Natomiast 7 grudnia 1905 roku austriacki lekarz okulista Eduard Zirm po raz pierwszy w dziejach przeszczepił rogówkę.

Cofnijmy się zatem do początków minionego wieku, kiedy to dopiero wszczynano na wielu medycznych frontach pierwsze bitwy o lepsze bytowanie także naszego pokolenia.

Zacznijmy od tropików, gdyż w dobie rozwijającej się gwałtownie komunikacji nikt już nie mógł lekceważyć egzotycznych zagrożeń. Ponadto, rozliczne interesy handlowe i wielkie inwestycje zmuszały "białego człowieka" do długotrwałej obecności wśród tubylców w koloniach. Ludzie tam mieszkający musieli zatem być zdrowi i zdolni do pracy.

Bardzo silne bóle mięśni i głowy, wysoka gorączka i wymioty oraz żółknięcie skóry – oto podstawowe objawy żółtej febry, zwanej inaczej żółtą gorączką. Ta tropikalna, ostra choroba zakaźna atakuje wątrobę i nerki, powodując ich niewydolność, co prowadziło do śmierci chorego. Na początku XX wieku śmiertelność wśród cierpiących na nią pacjentów dochodziła do kilkudziesięciu procent (wg niektórych źródeł do 33 proc.).

Wirus żółtej febry przenoszony jest między innymi przez komary, fot. James Gathany/Wikipedia
Żółta febra występowała m.in. w strefie wpływów Stanów Zjednoczonych, tak więc badaniami nad jej przyczynami i opracowaniem ewentualnych metod zapobiegawczych postanowiła zająć się amerykańska armia, powołując wojskową Komisję do Zwalczania Żółtej Febry. Na polecenie Waszyngtonu major Walter Reed, ówczesny przewodniczący Komisji, udał się 25 czerwca 1900 roku do miejscowości Quemados na Kubie, aby podjąć stosowne działania. Początkowo myślano o przeprowadzeniu szeregu doświadczeń na małpach, ale organizmy tych zwierząt okazały się odporne i nie ulegały zarażeniu. Postanowiono wtedy, że eksperymentom poddani zostaną sami członkowie komisji oraz ochotnicy z szeregów wojska. Chodziło m.in. o ustalenie, czy zakażenie może być wywołane w wyniku kontaktu z przedmiotami wspólnego użytku.

Przez kilka miesięcy prowadzono prace badawcze, w wyniku których ustalono, że niebezpieczną chorobę przenosi na człowieka komar z gatunku "Stegomya fasciata". Wykluczono jednocześnie – co ważne w dużych zbiorowiskach ludzkich – możliwość jej przenoszenia poprzez dotykanie rzeczy używanych przez chorych. Sukces został okupiony śmiercią części ochotników.

W roku 1902 wykryty został wirus odpowiedzialny za wywoływanie żółtej febry (RNA z rodzaju "Flavivirus"). Był to pierwszy zidentyfikowany przez uczonych wirus chorobotwórczy atakujący organizm człowieka.

W obliczu tych odkryć przyszła pora na działania praktyczne. Otóż w marcu 1904 roku William Gorgas, amerykański chirurg wojskowy, wydał walną bitwę komarom, zarządzając ich tępienie w rejonie Kanału Panamskiego. Akcja szybko przyniosła pozytywne rezultaty, doprowadzając do znacznego spadku zachorowań na żółtą febrę i malarię, co ostatecznie potwierdziło słuszność ustaleń sprzed czterech lat.

Gdy zła reputacja komara nie pozostawiała już żadnych wątpliwości, uwagę dociekliwych uczonych przykuła mucha tse-tse, na którą padło bardzo brzydkie podejrzenie. Zaczęto ją mianowicie posądzać o roznoszenie strasznej, wywoływanej przez świdrowce śpiączki afrykańskiej, znanej nam doskonale z kart dawnej literatury podróżniczej. Świdrowce odkrył (grudzień 1901 r.) w Gambii angielski lekarz chorób tropikalnych Joseph Everett Dutton, a ich przyczynową rolę uznał również brytyjski lekarz David Bruce. Choroba objawia się gorączką i powiększeniem węzłów chłonnych oraz śledziony, a w cięższych przypadkach powoduje zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, śpiączkę i w końcu nawet śmierć.

W lutym 1910 roku Harold Benjamin Fantham i Johan William Stephens, brytyjscy lekarze chorób tropikalnych, wyizolowali odpowiedzialnego za wywoływanie śpiączki afrykańskiej pierwotniaka o nazwie "Trypanosoma rhodesiense".

Wyjaśnienia problemu rozprzestrzeniania zarazy podjęli się niemieccy bakteriolodzy Friedrich Karl Kleine i Max Reinhold Taute, przystępując do pracy w maju 1912 roku. Również w tym przypadku przeprowadzono doświadczenia na ludziach, w wyniku których potwierdzono, że mucha tse-tse w istocie może przenosić śpiączkę na człowieka, a więc stanowi poważne zagrożenie.

Mucha tse-tse: samica Glossina morsitans morsitans w ciąży, fot. PLoS Neglected Tropical Diseases March 2008, autor: Geoffrey M. Attardo

Niemieckie władze kolonialne postanowiły zatem działać stanowczo i radykalnie. Na podległych sobie terenach, a więc przede wszystkim w rejonie jeziora Tanganika i Jeziora Wiktorii, przystąpiły rychło do niszczenia miejsc lęgowych groźnej muchy. Polegało to na wycinaniu wielkich obszarów lasów bagiennych i osuszaniu wilgotnego, ulubionego przez owady środowiska.

Nie zapominajmy również o lgnących do człowieka wszach. W listopadzie 1909 roku francuski lekarz i bakteriolog Charles Jules Henri Nicolle ogłosił, że to właśnie wszy odpowiadają za przenoszenie duru (tyfusu) plamistego – bakteryjnej choroby zakaźnej o charakterze epidemicznym. Odkrycie to ułatwiło skuteczną walkę z tą budzącą postrach chorobą, gdyż wiadomo już było, jakie należy podjąć działania profilaktyczne.

Idąc dalej tropem komarów, a także pcheł i kleszczy, wypada jeszcze przypomnieć, że amerykańscy lekarze George McCoy i Charles Chapin odkryli i opisali (sierpień 1911 r.) nową jednostkę chorobową, znaną jako tularemia. Ta zakaźna przypadłość zwierząt i ludzi nazwę swą zawdzięcza wiewiórkom żyjącym w Tulare, w stanie Kalifornia, wśród których po raz pierwszy zaobserwowano jej charakterystyczne objawy.

Tularemię z chorych zwierząt (gryzoni) na ludzi przenoszą żywiące się krwią stawonogi. Zakażenie może też nastąpić w wyniku bezpośredniego kontaktu z nosicielem pałeczki „Francisella tularensis”. Objawia się zapaleniem węzłów chłonnych i posocznicą. Przebieg choroby ma charakter ostry i zależy od jej umiejscowienia w organizmie. Najcięższy przebieg ma jej postać płucna, która powoduje śródmiąższowe lub płatowe zapalenie płuc. Skuteczne leczenie tularemii stało się możliwe dopiero przy użyciu antybiotyków.

Jak widać, widmo przenoszących niebezpieczne choroby komarów coraz śmielej krążyło nad położonymi w tropikach koloniami, dominiami i państwami zależnymi, wywołując zaniepokojenie w europejskich i amerykańskich metropoliach. W związku z powyższym, intensywnie przemyśliwano nad skutecznym sposobem zwalczania bzykających roznosicieli zarazków w miejscu zamieszkania ludzi. Pojawiały się różne pomysły, pośród których uznanie zyskał aparat francuskiego inżyniera M. Chaulina, zaprezentowany w połowie 1906 roku na posiedzeniu Akademii Francuskiej. Jego elektryczna pułapka na komary miała formę niewielkiej klatki wykonanej z metalowych łańcuszków połączonych dwoma pierścieniami. Wewnątrz znajdowało się źródło światła w postaci małej żarówki. Po podłączeniu pierścieni i żarówki do źródła prądu elektrycznego, przypominające lampę urządzenie zawieszano pod sufitem, gdzie blaskiem światła miało wabić nieproszonych gości. Łańcuszki między pierścieniami znajdowały się naturalnie pod napięciem, tak więc siadające na nich komary ulegały porażeniu prądem.

I znów zatem, tym razem oglądając reklamy „nowości” w postaci podłączanych do sieci aparacików przeciwko latającym paskudom, możemy śmiało zakrzyknąć: To wszystko już było!

Początek XX wieku to również okres wzmożonego zainteresowania seksualnością człowieka. Na problemy wynikające z tej sfery ludzkiej aktywności szczególny nacisk kładł Zygmunt Freud, austriacki psychiatra i naurolog, autor dzieł z zakresu psychoanalizy. Tematyka ta ciągle jednak budziła zgorszenie i była słabo rozpoznana naukowo z powodu niechęci wielu wpływowych środowisk.

Pewnego przełomu w tym zakresie dokonano w Niemczech. Najpierw, w listopadzie 1912 roku, Eugen Steinach, austriacki lekarz i biolog, opublikował wyniki swoich szokujących eksperymentów na zwierzętach, które polegały na wszczepianiu samcom pobranych od samic tego samego gatunku żeńskich gruczołów płciowych. Uczony zaobserwował, że w wyniku przeszczepów u nieszczęsnych stworzeń płci męskiej zaczęły ulegać zmianie wtórne cechy płciowe. Na tej podstawie doszedł do wniosku, iż gruczoły płciowe muszą wydzielać do organizmu jakieś substancje, które odpowiadają za zewnętrzne przejawy identyfikacji płciowej osobnika.

Decydujący krok podjęty został kilka miesięcy później, 21 lutego 1913 roku, kiedy to z inicjatywy m.in. Iwana Blocha i Magnusa Hirschfelda założone zostało w Berlinie Lekarskie Towarzystwo Nauk Seksualnych i Eugeniki. Hirschfeld od dawna już zajmował się zaburzeniami seksualnymi, a ponadto interesowała go problematyka homoseksualizmu. Wielokrotnie zresztą protestował przeciwko dyskryminacji homoseksualistów. Bloch natomiast był specjalistą w zakresie chorób wenerycznych. On to właśnie, jako autor terminu „nauki seksualne”, położył podwaliny pod dzisiejszą seksuologię.

Związki seksu z chorobami wenerycznymi są niestety oczywiste, a więc pora w tym miejscu wspomnieć o odkryciach niosących w omawianym okresie pewną ulgę nieszczęsnym ofiarom rozpusty i chuci.

Dnia 3 marca 1905 roku niemieccy uczeni Fritz Richard Schaudinn i Erich Hoffmann ogłosili, że udało się im ustalić przyczyny zakażenia syfilisem, czyli kiłą. Wykryli oni mianowicie drobnoustrój wywołujący tę ciężką chorobę zakaźną, który nazwali „Spirochaeta pallidum” (później „Treponema pallidum”). Krętek blady odsłonił zatem wreszcie swoje tajemnicze oblicze, umożliwiając tym samym dopracowanie zasad profilaktyki i zwalczania wyniszczającej organizm przypadłości.

Niezmiernie ważnym osiągnięciem w zakresie wczesnego rozpoznawania syfilisu było opracowanie w styczniu 1906 roku przez niemieckiego bakteriologa Augusta von Wassermanna serologicznej metody (odczyn Wassermanna), pozwalającej stwierdzić obecność choroby w organizmie już po kilku tygodniach od zakażenia.

Od roku 1910 zaczęto stosować w leczeniu kiły salwarsan, który okazał się być pierwszym skutecznym, a więc w istocie „zbawiennym” lekiem syntetycznym przeciwko tej chorobie. Wykonany przez niemieckiego bakteriologa i chemika Paula Ehrlicha we współpracy z japońskim bakteriologiem Sahachiro Hata preparat („preparat 606”) miał właściwości antybakteryjne, co wykazały testy kliniczne prowadzone przez niemieckiego uczonego Konrada Alta, który przedstawił wyniki swoich badań w dniu 3 marca 1910 roku na posiedzeniu Towarzystwa Medycznego w Magdeburgu.

Na początku minionego wieku poważnym wyzwaniem dla medyków pozostawała gruźlica. Od stycznia 1903 roku szwajcarski lekarz Auguste Rollier zaczął stosować w swoim sanatorium w Leysin nowatorskie sposoby leczenia gruźlicy kości, skóry i węzłów chłonnych. Polegały one na wystawianiu chorych na długotrwałe działanie alpejskiego powietrza (całodobowe leżakowanie) i światła słonecznego (helioterapia) oraz na naświetlaniu promieniowaniem ultrafioletowym (światło Finsena) emitowanym przez lampy łukowe.

W roku 1907 nastąpił istotny postęp w wykrywaniu tej niebezpiecznej choroby. Stało się to za sprawą austriackiego lekarza pediatry Clemensa von Pirqueta, który zaczął stosować skórną próbę tuberkulinową, wykazującą przebyte lub istniejące zakażenie prątkami gruźlicy. Tuberkulina zawarta jest bowiem w rzeczonych prątkach i jako toksyna wtórna, będąca mieszaniną białek i polisacharydów, powoduje po wtargnięciu do organizmu niewielką reakcję zapalną w przypadku, gdy poddany próbie osobnik był albo jest atakowany przez chorobę. Tuberkulinę uzyskiwano z przesączy hodowli prątków gruźlicy. Kropla tej substancji była umieszczana na lekko zadrapanej skórze, aby umożliwić jej wniknięcie do skóry właściwej. Po okresie oczekiwania, który trwał od 24 do 48 godzin, u osób dotkniętych gruźlicą pojawiało się zaczerwienienie skóry i grudka naciekowa w miejscu wszczepienia tuberkuliny (próba dodatnia). U osób zdrowych reakcja nie występowała (próba ujemna).


Wyraźny postęp osiągnięto również w operacyjnych metodach leczenia poważnych schorzeń. Na poczatku XX wieku wiele kontrowersji budziło ustalenie postępowania w sytuacji ostrego stanu zapalnego wyrostka robaczkowego. O wszystkim miało zadecydować ważne wydarzenie historyczne w 1902 roku. Otóż przed wyznaczonym terminem swojej koronacji król Edward VII doznał ataku wyrostka, w związku z czym uroczystość musiano odroczyć. I wtedy właśnie operacji brytyjskiego monarchy podjął się angielski chirurg Frederick Treves. Zabieg wycięcia wyrostka przebiegł pomyślnie, co zachęciło innych lekarzy do podobnego działania, tj. do operacyjnego usuwania tego narządu w stwierdzonym stanie zapalnym.

Wielkim ułatwieniem dla chirurgów było zastosowanie komory podciśnieniowej podczas operacji na otwartej klatce piersiowej. Zapobiegała ona zgubnemu dla operowanego zapadnięciu płuca w wyniku odmy opłucnej, która powstaje po chirurgicznym otwarciu przestrzeni wokół płuc. Ciśnienie powietrza atmosferycznego niejako zgniata wówczas płuca zmniejszając ich pojemność, co wywołuje trudności w oddychaniu. Komora pozwalała różnicować ciśnienie podczas operacji i utrzymywać wydolność oddechową pacjenta. O tym nowym sposobie operowania środowisko lekarskie zostało oficjalnie poinformowane 6 czerwca 1904 roku przez niemieckiego chirurga Ernsta Ferdinanda Sauerbrucha na kongresie Niemieckiego Towarzystwa Chirurgicznego w Berlinie.

Natomiast pierwszą odmę leczniczą (celowe wprowadzenie powietrza do jamy opłucnej) przeprowadził w roku 1905 niemiecki chirurg Rudolf Brauer, spowalniając w ten sposób postęp gruźlicy u pacjenta.

W roku 1908 pojawiła się iskierka nadziei dla kobiet dotkniętych rakiem szyjki macicy. Oto austriacki ginekolog Friedrich Schauta opisał właśnie wtedy zabieg usuwania całej macicy w przypadku zdiagnozowania wczesnej postaci raka tego narządu. Ta dramatycznie inwazyjna metoda wprawdzie okaleczała, ale jednak ratowała życie. Warto wiedzieć, że kilka lat wcześniej, w maju 1904 roku, Francois Victor Foveau de Courmelles zapoczątkował leczenie łagodnych postaci guza macicy promieniami rentgenowskimi. Zaś w 1905 roku amerykański chirurg Robert Abbe zastosował z powodzeniem w leczeniu raka szyjki macicy preparat radowy, dokonując kontaktowego naświetlania guza tym czynnikiem promieniotwórczym.

Na marginesie dodajmy, że pracujący w Pradze niemiecki chemik Richard von Zeynek zaproponował w czerwcu 1908 roku wykorzystanie prądów wysokiej częstotliwości do głębokiego ogrzewania tkanek w celach leczniczych. Dzięki wahaniom pola
elektromagnetycznego podnoszono temperaturę wewnętrzną bolącego obszaru ciała bez skutków ubocznych dla organizmu. Tak oto narodziła się diatermia.

słoniowacizna, źródło: PD-USGov-HHS-CDC
Na początku 1909 roku angielski lekarz Samson Handley zaprezentował społeczności medycznej nowatorski sposób chirurgicznego zwalczania słoniowacizny, który polegał na usuwaniu węzłów chłonnych i naczyń limfatycznych. Przypomnijmy, że słoniowacizna występuje głównie w krajach tropikalnych i objawia się wielkim obrzmieniem kończyn dolnych, na których ponadto powstaje zgrubiały, twardy, pomarszczony i szorstki naskórek. Za taki stan rzeczy odpowiada blokada przepływu limfy w naczyniach chłonnych nóg.

Los uśmiechnął się także do niemowląt ze zdiagnozowanym skurczowo-przerostowym zwężeniem odźwiernika, powodującym u małych pacjentów śmiertelność znacznie przekraczającą 50 proc. W październiku 1912 roku niemiecki chirurg Conrad Ramstedt upowszechnił całkiem nowy sposób operacyjnego rozdzielania mięśnia zamykającego żołądek bez uszkadzania śluzówki, co zapewniało utrzymanie prawidłowych czynności organu trawiennego i ratowało życie dzieci.

Przeprowadzanie skomplikowanych i długotrwałych operacji stało się możliwe dzięki badaniom austriackiego lekarza Karla Landsteinera, który 14 listopada 1901 roku przedstawił wyniki swoich prac nad krwią ludzką. Ustalił on, że istnieją trzy podstawowe grupy krwi, a mianowicie A, B i C. W następnym roku stwierdzono jeszcze istnienie bardzo rzadkiej grupy AB. Później grupa C zyskała oznaczenie 0. W przypadku zmieszania różnych grup krwi zaczynają działać przeciwciała i dochodzi do aglutynacji (zlepianie się krwinek), co uniemożliwia transfuzję. Rozpoznanie takiej samej grupy krwi u dawcy i biorcy umożliwiało zatem bezpieczne jej przetaczanie podczas zabiegu lub w przypadku gwałtownego krwotoku w wyniku urazu ciała.

W roku 1905 lekarze otrzymali do dyspozycji aparat transfuzyjny, za pomocą którego możliwe stało się w naglących okolicznościach bezpośrednie połączenie przyjmującego i dającego krew. Metodę transfuzji bezpośredniej opracował amerykański chirurg George Washington Crile.

Istotnym udogodnieniem w praktyce operacyjnej interesującego nas okresu było wprowadzenie znieczulenia lędźwiowego. Metodę opracował na początku 1900 roku niemiecki chirurg August Bier. Polegała ona na zablokowaniu przewodzenia w nerwach rdzenia kręgowego, co osiągano poprzez wstrzyknięcie kokainy do przestrzeni między kręgami lędźwiowymi – stąd nazwa zabiegu.

Stosowanie kokainy mogło oczywiście prowadzić do uzależnienia, a zatem intensywnie poszukiwano mniej niebezpiecznego, nie powodującego skutków ubocznych środka do znieczuleń miejscowych. Sukces w tej materii osiągnięto w Niemczech. Dnia 16 kwietnia 1905 roku Alfred Einhorn opatentował metodę otrzymywania nowego specyfiku znieczulającego, którym okazał się być chlorowodorek prokainy, znany jako nowokaina. Za sprawą niemieckiego chirurga Heinricha Brauna nowokaina szybko znalazła praktyczne zastosowanie podczas zabiegów, zyskując uznanie środowiska medycznego.

Laryngoskop 1884r.autor: Manuel Patricio Rodríguez García/Wikipedia
Pojawiły się też nowe przyrządy i narzędzia chirurgiczne oraz aparaty medyczne. Wymieńmy tu np. używany od początku 1900 roku laryngoskop Marka Paunza, niemieckiego lekarza, dzięki któremu chirurg operujący gardło uzyskiwał swobodę obu rąk i dostęp do szerszego pola operacyjnego. W roku 1907 światło dzienne ujrzał pierwowzór aparatu EKG, czyli urządzenia do wykreślania krzywej czynności bioelektrycznej mięśnia sercowego. Wtedy to bowiem za sprawą holenderskiego fizjologa Willema Einthovena po raz pierwszy galwanometr strunowy wykorzystano do graficznej rejestracji pracy serca z fazami skurczu i rozkurczu.

Łatwiejsze i szybsze gojenie się ran miał zapewnić Bandaż Philipa, czyli opracowany przez niemieckiego lekarza Casara Philipa opatrunek bandażowy, pozwalający na dostęp powietrza do rany. Wszedł on do powszechnego użytku pod koniec 1904 roku i był stosowany zwykle w przypadku niewielkich obrażeń ciała.

Natomiast w dziedzinie diagnostyki znaczącą rolę zaczęło odgrywać badanie krwi wprowadzone w październiku 1904 roku przez niemieckiego lekarza Josepha Arnetha, czyli tzw. morfologia. Badacz zainteresował się białymi ciałkami krwi (leukocyty), a zwłaszcza postacią ich jąder. Wkrótce zaobserwował, iż w przypadku zakażenia i stanów zapalnych organizmu znacznie wzrasta proporcjonalna liczba leukocytów wielojądrzastych. Na tym zjawisku oparta została stosowana do dzisiaj metoda rozpoznawania chorób wewnętrznych na podstawie wyników badań morfologicznych krwi pobranej od pacjenta.

W roku 1900 zaczęto stosować w badaniu nerek metodę wypracowaną przez praktykującego w Warszawie lekarza Samuela Goldflama. Chodziło o umiejętne "opukiwanie" (uderzanie) określonych miejsc w okolicy lędźwiowej i rejestrowanie reakcji bólowych, których wystąpienie świadczyło o stanach zapalnych.

Modyfikacji uległ również opracowany w 1896 roku przez włoskiego lekarza Scipione Rivę-Rocciego sposób pomiaru ciśnienia tętniczego krwi za pomocą aparatu rtęciowego. Zmiany dokonał rosyjski lekarz wojskowy Nikołaj Korotkow, wprowadzając osłuchiwanie miejsca w zgięciu łokciowym przy pomocy stetoskopu podczas stopniowego wypuszczania powietrza z rękawa zaciśniętego na ramieniu badanej osoby. Dający się wówczas słyszeć, a następnie zanikający szmer – tzw. tony Korotkowa – wyznacza odpowiednio skurczową i rozkurczową wartość ciśnienia.

Do języka medycznego wprowadzonych zostało w omawianym okresie również wiele nowych terminów, których używamy do dzisiaj. Oto np. angielski lekarz Henry Head, który odkrył, że półpasiec (ostra choroba zakaźna) jest zapaleniem tylnego splotu nerwowego i korzonków nerwowych, opublikował w grudniu 1900 roku wyniki swoich badań, stwierdzając, iż odpowiedzialność za wywoływanie tej choroby ponosi tajemniczy "drobnoustrój przesączalny" (przenikał on przez filtr bakteryjny). Po pewnym czasie tego typu czynniki zakaźne zaczęto nazywać wirusami.

W czerwcu 1901 roku świat dowiedział się o istnieniu adrenaliny, czyli substancji czynnej fizjologicznie, produkowanej przez nadnercza. Stało się to za sprawą japońskiego badacza Jokichi Takamine oraz angielskiego fizjologa i biochemika Thomasa Bella Aldricha. Japończyk poddał obróbce nadnercza pobrane od wołów. W ten oto sposób uzyskany został w czystej formie krystalicznej pierwszy hormon, którą to nazwę – wymyślił ją angielski fizjolog Ernest Henry Starling – zaczęto stosować później dla określenia wydzieliny niektórych gruczołów (16 stycznia Starling i William Maddock odkryli w dwunastnicy sekretynę). Dodajmy, że badania w tej dziedzinie zapoczątkował polski fizjolog Napoleon Cybulski w roku 1895, a sztuczne wytwarzanie adrenaliny rozpoczął niemiecki biochemik Friedrich Stolz w lipcu 1904 roku.

Badania prowadzone nad gołębiami dotkniętymi chorobą beri-beri (awitaminoza wywołana niedoborem witaminy B1) doprowadziły z kolei działającego w USA polskiego biochemika Kazimierza Funka do stwierdzenia, iż w zwalczaniu tej choroby niezbędne są pewne substancje zawierające azot. Uczony zauważył bowiem znaczną poprawę zdrowia u ptaków karmionych niełuskanymi ziarnami ryżu. Ów czynnik wspomagający organizm został przez Funka w 1912 roku obdarzony nazwą "witamina". Doświadczenie z gołębiami potwierdzało badawcze wnioski opublikowane również w 1912 roku przez Fredericka Gowlanda Hopkinsa, amerykańskiego biochemika, który wykazał konieczność zasilania organizmu człowieka składnikami pomocniczymi, aby zapewnić jego prawidłowy rozwój i zapobiegać rozmaitym schorzeniom, jak np. szkorbut.

Na koniec musimy jeszcze odnotować najistotniejsze zmiany w psychiatrii początków XX wieku. Tak więc np. udało się wtedy obalić przykrą dla pań teorię o ścisłym związku chorób kobiecych z chorobami psychicznymi. Dokonał tego w roku 1907 niemiecki lekarz Ernst Grafenberg.

Bardzo długo nie udawało się jednoznacznie zdefiniować nerwicy histerycznej, dysponującej wielkim bogactwem rozmaitych objawów. Dopiero w lutym 1909 roku angielski lekarz Thomas D. Saville opublikował analizę psychologicznych podstaw występujących w stanach histerii symptomów bólowych narządów wewnętrznych, zaburzeń zmysłowych i zaburzeń świadomości. Ponadto zwrócił on uwagę na rolę współczulnego układu nerwowego w procesie chorobowym.

Sprawą dziedziczenia chorób psychicznych zajął się pochodzący z Rosji amerykański psychiatra i genetyk Aaron Joshua Rosanoff. W kwietniu 1911 roku ogłosił on wyniki swoich obserwacji, z których wynikało, że obłęd może być przekazywany kolejnym pokoleniom w formie cech recesywnych.

Również w roku 1911 szwajcarski psycholog Eugen Bleuler zdefiniował schizofrenię, określając ją jako zespół schorzeń psychicznych, przejawiających się w postaci rozszczepienia osobowości.

Na dobrą kondycję psychiczną i fizyczną człowieka ma niewątpliwie wpływ spokojny i odpowiednio długi sen. Wiedziano o tym doskonale także przeszło sto lat temu, czego świadectwem są prowadzone wówczas poszukiwania leku przeciwko bezsenności. Skutecznym środkiem nasennym, co stwierdzono po doświadczeniach na zwierzętach, okazał się barbituran zsyntetyzowany w listopadzie 1902 roku przez niemieckiego chemika Emila Hermanna Fischera we współpracy z Josephem von Meringiem. Preparat otrzymał nazwę weronal i pojawił się w aptekach już w lutym 1903 roku.

I spali, i śnili ludzie swój sen błogi, w swej naturze ciągle jeszcze dziewiętnastowieczny, aż zagrały pobudkę armatnie wystrzały...

Ten rzut oka na przecież zaledwie kilkunastoletni okres rozwoju światowej medycyny uświadamia nam doniosłość ówczesnych dokonań, a jednocześnie ukazuje ogrom przebytej w ciągu minionych stu lat drogi.

W tym miejscu może nasunąć się złośliwa, oczywiście poniekąd absurdalna uwaga pod adresem lekarzy ludzkiego umysłu sprzed wieku. Jakże bowiem nieskuteczne okazały się te wszystkie starania uczonych psychiatrów o utrzymanie w należytej równowadze człowieczej psychiki! Oto bowiem już w czternastym roku nowego wieku rozliczne europejskie ludy ogarnęło powszechne, zgubne, niepohamowane, potworne wojenne szaleństwo, a jeszcze straszniejsza recydywa obłędu nastąpiła w roku 1939. W wymiarze ogólniejszym, analizując wszelki postęp jako obiektywny proces nie zawsze rozwiązujący stare i często rodzący nowe problemy, dochodzimy zwykle do wniosku, że Dobro i Zło ciągle podążają ramię w ramię równoległymi koleinami dziejów, a niejednokrotnie tylko od człowieka zależy, kogo w drodze ku nowemu wybierze za towarzysza wędrówki. Osiągnięcia nauk medycznych pozwalają nam dłużej żyć, ale kto pomoże dokonać wyboru, któż podpowie, jak ów podarowany czas wykorzystać?

Marek Żukow-Karczewski


Ocena (4.0) Oceń:

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy