Wizyta w delfinarium. Dlaczego należy zrezygnować z takiej formy rozrywki

Jakub Banasiak - Zoopsycholog, wolontariusz Tethys Research Institute badającego delfiny i wieloryby w środowisku naturalnym na M. Śródziemnym oraz współpracownik Marine Connection – organizacji zajmującej się ochroną i dobrostanem m.in. delfinów na całymJakub Banasiak - Zoopsycholog, wolontariusz Tethys Research Institute badającego delfiny i wieloryby w środowisku naturalnym na M. Śródziemnym oraz współpracownik Marine Connection – organizacji zajmującej się ochroną i dobrostanem m.in. delfinów na całym świecie.

Jak wygląda dbałość o dobrostan delfinów w parkach morskich i delfinariach, co oznaczają dla zwierząt programy pływania z delfinami i karmienia przez turystów. Na te i inne pytania odpowiada Jakub Banasiak, zoopsycholog, badający delfiny i wieloryby w środowisku naturalnym na M. Śródziemnym.


Ekologia.pl: Co roku biura podróży , w tym także polskie, oferują wśród licznych atrakcji wizytę w delfinarium. Dlaczego więc nawołuje Pan do rezygnacji z tej formy rozrywki.
JB: Staram się przede wszystkim zwrócić potencjalnym zainteresowanym uwagę na to, o czym nie mówią ani media, ani czego nie znajdzie się w kolorowych folderach biur podróży. Mianowicie na to, że delfinaria w drastyczny sposób naruszają dobrostan zwierząt.

Po pierwsze jest to radykalne ograniczenie przestrzeni życiowej i naturalnych zachowań lokomotorycznych delfinów. Ssaki te na wolności przepływają około 100 km dziennie. Aby przepłynąć naturalny dzienny dystans delfin musiałby codziennie opłynąć basen 1700 razy. Nawet największe delfinaria na świecie mające baseny 200 x 100 m pozwalają delfinom na to, co stanowi jedynie 1 proc. ich naturalnej aktywności.

Po drugie, delfinarium to też brak możliwości funkcjonowania w złożonej grupie, a przecież delfiny to bardzo społeczne zwierzęta.
Związek pomiędzy matką a cielęciem jest bardzo silny i długotrwały, do 6 lat i dłużej. W delfinariach zwierzęta nie mają możliwości doświadczyć życia w naturalnej zbiorowości stada i rodziny. Skazane są na izolację społeczną. Jedyna ścisła relacja, jaką nawiązują ,
delfinaria w drastyczny sposób naruszają dobrostan zwierząt.
jeśli rodzą się w niewoli – relacja z matką, jest przerywana zdecydowanie za wcześnie w wyniku odseparowania lub gdy osobnik zostanie sprzedany do innego obiektu turystycznego. Izolacja społeczna powoduje u zwierząt stress, utratę apetytu, wrzody żołądka, osłabienie odporności.

Po trzecie, mamy tu deprywację w zakresie zmysłu echolokacji, który staje się zbędny w dobrze poznanym, betonowym, małym zbiorniku.

Po czwarte, chodzi o brak możliwości ucieczki od bodźców powodujących dyskomfort, w tym także brak możliwości schronienia przed agresją międzyosobniczą i kontaktami z ludźmi. Przykłady można by mnożyć...

A co jest najgorsze, jeżeli chodzi o delfinaria?
Najgorsze jest jednak jeszcze coś innego: myśląc o wizycie w delfinarium warto zadać sobie pytanie, skąd pochodzą przebywające tam zwierzęta. Jak trafiły do delfinarium? Za jaką cenę?

Otóż 50 proc. odłowionych dzikich delfinów nie przeżywa „procedur adaptacyjnych”. Badania z 2003 r. pokazały, że 50 proc. wszystkich delfinów w niewoli w USA to delfiny urodzone na wolności. Średnio rocznie łapie się około 100 delfinów w Taiji i 200 na Wyspach Solomona a przy okazji ginie ich około 100x więcej. Połowa delfinów umiera w ciągu 2 pierwszych lat niewoli, pozostałe przeżywają w niewoli średnio 6 lat. Głośny ostatnio, oskarowy dokument „Zatoka Delfinów” pokazuje to bardzo dokładnie. Odwiedzając delfinaria swoimi własnymi pieniędzmi sankcjonujemy tego rodzaju proceder.


Ale przecież w części delfinariów przebywają tylko zwierzęta urodzone w niewoli. Nie mamy tam więc do czynienia z tymi wszystkimi okropnościami...
Tylko połowicznie. Warto pamiętać, że nawet jeśli odwiedzamy delfinarium, gdzie wszystkie osobniki urodziły się w niewoli to i tak przyczyniamy się do utrzymania popularności tej formy rozrywki. A tym samym zachęcamy inwestorów do otwierania kolejnych delfinariów i odławiania zwierząt z naturalnego środowiska. Pamiętajmy, że w Azji, Ameryce Środkowej, czy na Bliskim Wschodzie większość delfinów będzie pochodziła właśnie z takich niesławnych źródeł, jak Japonia, Wyspy Solomona czy Kuba.

Poza tym to, że właściciele delfinarium deklarują, że wszystkie zwierzęta urodziły się w niewoli, wcale nie musi być prawdą. Przykładem jest choćby „Dolphinella” w Sharm el Sheikh w Egipcie. Jej właściciele twierdzą, że wszystkie delfiny, które tam rezydują urodziły się w basenie i nie znają życia w morzu. A fakty są takie, że sprowadzono je z Rosji i z dokumentów wymaganych przez CITES (m.in. z pozwolenia na eksport) jasno wynika, że jeden z osobników jest zwierzęciem odłowionym ze środowiska naturalnego.

W internecie oraz kolorowych folderach pełno jest opisów, że delfiny wręcz kochają bliski kontakt z ludźmi oraz wykonywanie skomplikowanych poleceń. Co kryje się za zdjęciem uśmiechniętego delfina?
JB: Zacznijmy od uśmiechu... Większość ludzi postrzega delfiny jako radosne, pogodne, przyjacielskie. Na pytanie, skąd taka ocena tych ssaków, najczęściej w uzasadnieniu podaje się ich wiecznie uśmiechnięty pysk. A przecież tak naprawdę mamy tu tylko taki a
50% odłowionych dzikich delfinów nie przeżywa „procedur adaptacyjnych”
nie inny, ewolucyjnie wykształcony, sympatycznie wyglądający kształt dzioba najpopularniejszych delfinów butlonosów. Ten pozorny uśmiech towarzyszy im nawet, gdy przygotowują się do morderczego ataku na swoich mniejszych kuzynów – na morświny, gdy walczą o dominację w stadzie, gdy sfrustrowane atakują turystów w basenie. Czy wtedy dalej są miłymi radosnymi zwierzętami?

Delfiny rzeczywiście nie obawiają się kontaktu z ludźmi. Są istotami społecznymi, mają dużą potrzebę eksploracji i zabawy. Nie oznacza to jednak, że automatycznie chcą czy potrzebują BLISKIEGO i wymuszonego kontaktu z człowiekiem.

We większości przypadków delfiny nie angażują się spontanicznie w interakcje z turystami: wykonują jedynie konkretne polecenia trenera bądź „zajęte są sobą” lub skupione są jedynie na trenerze, w oczekiwaniu na nagrodę. Czasem w chwili szczególnego pobudzenia traktują osoby pływające jako obiekt interakcji społecznych, jako nowego osobnika we własnym stadzie czy wręcz jako obiekt seksualny.

Co dokładnie oznacza dla delfina wspólne pływanie z ludźmi na małej przestrzeni?
JB: Mała przestrzeń to przede wszystkim brak możliwości odpoczynku od stresujących kontaktów z ludźmi. To narażenie na zranienia i urazy – bo przecież są to zwierzęta bardzo silne i szybkie.

Skutkuje to też eskalacją agresji w wyniku stresu wywołanego kontaktami z ludźmi i w związku z walką o dominację w sztucznie stworzonej przez człowieka grupie. Potencjalnie oznacza to także zagrożenie chorobami „odludzkimi”. Mamy również podrażnienia skóry i oczu wywołane środkami czystości, chlorem i kosmetykami turystów.

Czy wykonane zostały jakieś badania, które opisywałyby interakcje delfinów z ludźmi?
Istotnym z punktu widzenia dobrostanu delfinów butlonosych jest pytanie, czy sama obecność ludzi w ich pobliżu jest dla nich czynnikiem stresującym i czy, mając wybór, starają się tej obecności unikać.

Badania prowadzone od III 1994 do III 1995 roku w nowozelandzkiej Bay of Island monitorowały programy pływania z dzikimi delfinami i wpływ pływaków oraz łodzi wycieczkowych na zachowania dwóch gatunków delfinów: zwyczajnego oraz butlonosa. W przeciwieństwie do delfinów zwyczajnych delfiny butlonose nie przejawiały większych objawów stresu w odpowiedzi na pojawienie się ludzi. W niewoli, ze względu na ograniczoną przestrzeń i brak możliwości sprawowania kontroli nad sytuacją, delfiny mogą jednak odbierać interakcje z ludźmi w inny sposób. W 2003 r. przeprowadzono badania nad zachowaniem butlonosów w stosunku do dorosłych i dzieci w czasie programów pływania z delfinami i sesji terapeutycznych w dwóch różnych obiektach: „Dolphin Plus” w Floryda Keys i na „Delfinie Rafie” w Ejlacie w Izraelu. W przypadku obiektu „Dolphin Plus”, gdzie basen dla delfinów ma 600 m kw. zachowanie delfinów w obecności pływaków wskazują na to, że obecność uczestników pływania z delfinami jest czynnikiem stresującym. Warto dodać, że pojawienie się w wodzie dzieci miało znacznie mniejszy wpływ na zmianę zachowania rezydujących w zbiorniku zwierząt. W „Delfiniej Rafie”, gdzie obszar zamieszkały przez delfiny jest wydzieloną naturalną zatoczką i liczy 14 000 m kw., delfiny nie unikały kontaktu z ludźmi, nawet z dorosłymi i nie okazywały objawów stresu w obecności ludzi. Jedna z przyjętych hipotez wyjaśniających takie nastawienie zwierząt do pływaków w „Delfinie Rafie” stwierdza, że decydujące znaczenie ma tu wielkość obszaru dostępnego dla delfinów, które nie są skazane na kontakt ludźmi, mają w każdej chwili możliwość odpłynięcia i schronienia się w oddalonej części zatoki i przez to odczuwają znacznie niższy poziom stresu. Mają tu istotną dla dobrostanu możliwość sprawowania kontroli nad sytuacją. Jednak tak duża przestrzeń oraz dostęp do refugium, gdzie nikt nie nęka zwierząt swą obecnością, jest nierealna we większości delfinariów.

Delfinaria oferują w swoich programach karmienie ssaków morskich. Czy rzeczywiście sprawia im to przyjemność?
JB: Sprawia to przyjemność przede wszystkim właścicielom delfinariów liczącym zyski. A delfiny? W trakcie takich programów walczą ze sobą o ryby, ranią się, uderzają o betonowy brzeg basenu. Są też ranione przez konkurujące z nimi ptaki morskie. Te delfiny, które dominują i są najsilniejsze, jedzą ponad miarę. Otyłość i problemy gastrojelitowe stają się istotnym problemem. Nierzadko są przecież karmione niepełnowartościowymi lub nie nadającymi się do użycia resztkami ryb pozostawionymi przez turystów z poprzednich sesji. Do tego dochodzi groźba połknięcia niejadalnych, niebezpiecznych dla organizmu obiektów, wrzucanych do wody specjalnie lub przez przypadek przez odwiedzających: okulary, gazety, pampersy, monety, metalowe pamiątki i gadżety, spinki do włosów. Ilustracją tego problemu dla polskich turystów może być rodzimy przypadek foki Krysi, mieszkanki helskiego fokarium. Po jej zgonie znaleziono w jej przewodzie pokarmowym 693 monety, które ważyły w sumie 1.66 kg. Monety, które ludzie wrzucali "na szczęście", połknięte przez fokę zalegały w przewodzie pokarmowym bardzo długo i sukcesywnie były trawione. Uwalniane w ten sposób pierwiastki ciężkich metali zatruwały poszczególne organy wewnętrzne.

Złe warunki dotyczą głównie delfinariów w Egipcie i w Turcji. Jak wygląda sytuacja w placówkach znajdujących się w państwach członkowskich Unii Europejskiej?
JB: Za tym pytaniem kryje się pewne niebezpieczeństwo. Bo jeśli znaleźlibyśmy miejsca, gdzie warunki dla delfinów są zdecydowanie lepsze, to czy oznaczałoby to, że nie ma nic złego w trzymaniu delfinów w niewoli w takich ośrodkach?

Skupienie się na poprawie dobrostanu, choć z jednej strony uzasadnione, wydaje się pułapką. Bo wychodziłoby na to, że dzikie zwierzę (lub jego potomek wychowany w niewoli) może być ludzką własnością. Jak to określił Gary Francione, prawnik, filozof: obrona zwierząt prowadzi jedynie do zwiększonej ochrony nad zwierzętami. Jeśli prowadzilibyśmy protest przed obozem zagłady, czy byłoby czymś właściwym prosić o poprawę warunków w tym obozie? Nie, ponieważ dawałoby to w pewien sposób do zrozumienia, że w jakimś stopniu obóz zagłady może istnieć. Jedynym właściwym rozwiązaniem byłoby pozbycie się obozu, ponieważ to sam pomysł obozu jest podstawowym problemem... Nawet jeśli to porównanie przywołane przez Francione jest zbyt ostre, to i tak dość dobrze obrazuje sedno zagadnienia...

... ale odpowiadając dokładnie na Pani pytanie...
Oczywiście są miejsca i ośrodki, gdzie delfiny mają zapewnioną większą przestrzeń, gdzie pokazy komercyjne są dość ograniczone, gdzie istotna część wysiłku opiekunów, trenerów i weterynarzy oraz kadry naukowej dotyczy także pomocy i rehabilitacji zwierząt. Na pewno takich delfinariów nie można wrzucić do jednego worka z tym, co dzieje się w Egipcie, czy Turcji...

Ale z drugiej strony mamy też wydawałoby się wspaniały Loro Parque na Teneryfie, gdzie dość często delfiny - mówiąc po człowieczemu - buntują się i nie bardzo chcą współpracować z trenerami, gdzie doszło też do tragicznego wypadku w czasie którego orka zabiła jednego z trenerów.

Mamy delfinarium na Malcie – bardzo małe, o bardzo wysokim poziomie hałasu, gdzie u większości delfinów widzimy oznaki chorób i rany. Znalazło się ono zresztą swego czasu na liście 7 najokrutniejszych miejsc dla zwierząt, stworzonej przez największe międzynarodowe organizacje zajmujące się prawami zwierząt.

Mamy belgijski Boudewijn Seapark, który na żądanie zaniepokojonych działaczy na rzecz ochrony delfinów doczekał się w ostatnich latach kilku oficjalnych audytów. Mimo prób „wybielenia” wizerunku Boudewijn Seapark, jeden z największych autorytetów w dziedzinie behawioru delfinów Dr. Toni Frohoff potwierdziła, że jest to obiekt w szczególnie istotny sposób deprywujący potrzeby delfinów i wyzwalający agresywne i submisyjne zachowania o rzadko spotykanym natężeniu
To tylko kilka przykładów...

Co z delfinami występującymi w filmach?
JB: Szczerze mówiąc nie mam danych na ten temat. Ale z delfinami i filmem wiąże się inna bardzo ciekawa kwestia. Praca z dzikimi zwierzętami jest na tyle trudna i kosztowna, że czasem bardziej opłaca się zbudować sterowaną elektronicznie wierną atrapę zwierzęcia. Firma Animal Makers – najsłynniejszy producent mobilnych modeli zwierząt używanych w filmach oferuje obecnie tzw. TAD czyli Therapeutic Animatronic Dolphin – sztucznego delfina, który z powodzeniem może być używany w delfinoterapii. Badania prowadzone przez guru delfinoterapii – dr Davida Nathansona potwierdzają, że użycie do tej formy terapii sztucznego delfina okazuje się co najmniej tak samo skuteczne jak posiłkowanie się żywymi delfinami. Swoją drogą jest to kuriozalna sytuacja i być może fakt ten powinniśmy potraktować jako kolejną istotną przesłankę pokazującą, że delfinoterapia jest nieporozumieniem. Jak widać, nawet jeśli w trakcie sesji z delfinami uzyskujemy poprawę funkcjonowania i zdolności poznawczych u chorych, to czynnikiem sukcesu wcale nie jest delfin.
Ale to zupełnie odrębny temat.

W jaki sposób bada Pan warunki, w jakich żyją delfiny?
Ma Pani na myśli delfinaria? Wolontariusze tacy jak ja robią dwie rzeczy: desk research czyli badanie dostępnych wiarygodnych ustrukturyzowanych i udokumentowanych filmami i zdjęciami doniesień z całego świata oraz wizyty osobiste w delfinariach.

Każdorazowo chodzi o zwrócenie uwagi na kilka kluczowych rzeczy. Sprawdzamy:
  • jaką przestrzeń mają do dyspozycji zwierzęta?
  • na jakiej przestrzeni przebywają po pokazach?
  • czy jest wydzielona strefa refugium czyli schronienia, gdzie zestresowane zwierzęta mogłyby nie niepokojone przez nikogo odpocząć od kontaktów z ludźmi?
  • jaki jest poziom hałasu poza i w czasie show?
  • jak długo i często zwierzęta pracują?
  • czy basen jest ocieniony?
  • czy w basenie są jakieś elementy stymulujące i wzbogacające ich środowisko?
  • czy wymaga się od delfinów niebezpiecznych dla nich ewolucji?
  • w jakiej kondycji są zwierzęta, czy mają widoczne ślady walki, zadrapania, rany? jakiego rodzaju?
  • czy widać oznaki chorób skóry, otyłości?
  • czy widać patologiczne formy zachowań, stereotypie, agresja międzyosobnicza itp?
  • jakie informacje o zwierzętach i warunkach ich przetrzymywania przedstawia się zwiedzającym?
  • czy jeśli oferowane jest pływanie z delfinami to czy wymaga się od turystów zdjęcia biżuterii, wzięcia prysznica przed i po sesji pływania?
  • czy instruuje się turystów by nie dotykali okolic oczu i otworu oddechowego delfina?

Bardzo ważne jest monitorowanie zmian w danym delfinarium – zarówno czy personel wdrożył postulowane i przesłane po audytach kwestie mające na celu poprawę dobrostanu zwierząt jak i czy nie nastąpiło widoczne pogorszenie stanu psychofizycznego zwierząt od ostatniej wizyty.

Czy zdarzyło się, że otrzymał Pan zakaz wstępu do delfinarium?
Nie. Nie przesadzajmy i nie szukajmy sensacji. Pamiętajmy, że nieformalne obserwacje i audyty, które zdarza się prowadzić mi i innym takim jak ja wolontariuszom, nie mają mocy prawnej. Delfinaria, zwłaszcza te, które nie liczą się za bardzo z organizacjami pozarządowymi, nie mają w ich mniemaniu powodów do obaw. Nie jestem przecież urzędnikiem CITES czy unijnych agend zajmujących się ochroną środowiska.

Problem leży gdzie indziej. Każdy wejdzie do delfinarium i zobaczy to, co pozwalają zobaczyć jego właściciele. Trudniej jest zobaczyć to, co nie jest przeznaczone dla widzów: w jakich warunkach przebywają delfiny po występach, co dzieje się przed występami, jak wygląda chlorowanie wody w niektórych basenach itp. Ale żeby to sprawdzić, nie trzeba uciekać się do łamania prawa, nie trzeba bawić się w ekokomandosa. Wystarczy wiedzieć, gdzie i czego szukać, na co zwracać uwagę, wystarczy zamiast otwartej wrogości  postawić na życzliwą postawę wobec personelu i sprowokować do rozmowy. Wystarczy przyjść o właściwej godzinie, próbować zaprzyjaźnić się z kimś z personelu technicznego. Czasem cuda zdziała kilka zdań wypowiedzianych w rodzimym języku, czy pełne autentycznego szacunku pozdrowienie po arabsku...

Wiele mówi się o ogromnej inteligencji delfinów. W czym dokładnie się ona przejawia?
JB: O... To ważne pytanie. O tyle ważne, że pomaga zdemaskować kolejną pułapkę i pokusę, w jaką wpadamy my - ludzie. Bo myśląc o inteligencji delfinów myślimy od razu w ludzkich kategoriach. Mamy na uwadze nasz rodzaj inteligencji. Podziwiamy delfiny za to, że potrafią wykonywać nasze polecenia, że tak szybko się uczą. I jesteśmy niemiło zaskoczeni, że np. nie bardzo są w stanie poradzić sobie z ucieczką z sieci, którymi otaczane są ławice tuńczyków. Ale i tak zachwycają nas inteligencją i kreatywnością...

Pamiętajmy jednak, że delfiny żyją w zupełnie odmiennym od ludzkiego środowisku fizycznym. Lepiej jest wiec mówić o ich ewentualnych umiejętnościach kognitywnych: uczenia się, planowania, świadomości siebie i o zdolności do odczuwania emocji. W
Naprawdę mamy wpływ na to, co dzieje się ze środowiskiem naturalnym. To za co płacimy i czym się ekscytujemy może to środowisko chronić a może niestety niszczyć.
przypadku delfinów można by mówić o tym bardzo długo. Z punktu widzenia głównego tematu naszej rozmowy - przebywania delfinów w niewoli, najważniejsze jest to, że delfiny mają samoświadomość, co potwierdza prosty test z rozpoznawaniem siebie w lustrze, potrafią się uczyć, są w stanie wypracowywać różne nowe taktyki polowań i przekazują je sobie z pokolenia na pokolenie. Potrafią się komunikować w bardzo skomplikowany sposób. Rozpoznają się nawzajem jako poszczególne osobniki. Wchodzą w różne złożone role społeczne. Budują silne więzi. Bawią się, eksperymentują. Używają narzędzi. Można więc w przypadku delfinów mówić o tzw. protokulturze.

Trzymając je w niewoli uprzedmiotawiamy delfiny, nie pozwalamy im rozwijać się i funkcjonować zgodnie z zapisem genetycznym, zmieniamy repertuar zachowań, pozbawiamy możliwości zaprezentowania i wykorzystania ich potencjału intelektualnego, skazujemy na niezwykle ubogą wegetację w absolutnie nienormalnych warunkach. Lekceważymy ich odczucia i nie chcemy widzieć, że w wielu przypadkach przyczyną ich śmierci są choroby ściśle powiązane ze stresem. A stres to główna reakcja tych wysoce rozwiniętych zwierząt na sposoby ich odławiania ze środowiska naturalnego i na warunki w delfinariach.

W jaki sposób można podziwiać te zwierzęta, aby nie przyczyniać się jednocześnie do ich cierpienia?
Przede wszystkim zapomnijmy o delfinariach. Nie dajmy się nabrać na argumenty, że dzięki takim miejscom poznajemy lepiej te zwierzęta i tym bardziej będziemy chcieli je chronić. To czysta demagogia. Pokazy we większości delfinariów nie mają żadnej wartości edukacyjnej. Prezentują absolutnie wypaczony obraz behawioru delfinów.

Dobrą alternatywą są rejsy whale watching, które organizowane są we większości miejsc, gdzie usytuowane są delfinaria. Po co będąc na Teneryfie iść do Loro Parque, skoro wypływając w kilkugodzinny bardzo przyjemny rejs na bezpiecznym katamaranie można spotkać delfiny, grindwale i nawet finwale, natknąć się na stada liczące nawet setki delfinów... Zaobserwować ewolucje delfinów, charakterystyczne dla szybkiego przemieszczania się, polowania czy skoki świadczące o zachowaniach społecznych... Po co odwiedzać egipskie delfinarium w Sharm, skoro płynąc na snorkeling czy dla przyjemności na pobliską wyspę Tiran prawie zawsze spotkamy butlonosy a może nawet wypatrzymy rekina wielorybiego? A może zamiast do zatłoczonego Sharm el Sheikh kuszącego „Dolphinellą” lepiej polecieć na południe Egiptu do Marsa Alam i tam na rafie Dolphin House popływać w pobliżu dzikich delfinów rezydujacych w tym rezerwacie?

Jeśli wybieramy się na obserwację delfinów czy wielorybów na morzu warto sprawdzić, czy firma oferująca takie rejsy whale watching dba o dobrostan dziko żyjących waleni, czy przestrzega tzw. code of conduct - reguł ważnych dla spokoju i bezpieczeństwa obserwowanych zwierząt. Najlepiej porozmawiać z kimś, kto brał udział w takim rejsie i posłuchać jego relacji. Wystrzegajmy się firm, gdzie w czasie rejsów ściga się dane stado, podpływa się do zwierząt jak najbliżej, by je dotykać, poluje się na każdą okazję, by „dopaść” stado i by turyści mogli wskoczyć do wody aby popływać z delfinami. Niedopuszczalne jest właśnie ściganie zwierząt, przecinanie im trasy wędrówek, oddzielanie łodzią części osobników od stada, dłuższe niż półgodzinne przebywanie wśród danej grupy delfinów, bliskie podpływanie z silnikiem pracującym na wysokich obrotach... Najlepiej wybierać rejsy małymi łodziami, ze specjalnymi cichymi silnikami, z załogą, która ma wiedzę o waleniach i dodatkowo zajmuje się ich badaniem i ochroną. Niektóre z firm za taką właśnie działalność zostały uhonorowane przez organizacje ekologiczne i tymi rekomendacjami też warto się kierować.

Na szczęście mamy wybór. Byle byśmy dokonali wyboru właściwego. Naprawdę mamy wpływ na to, co dzieje się ze środowiskiem naturalnym. To za co płacimy i czym się ekscytujemy może to środowisko chronić a może niestety niszczyć.


Ocena (3.9) Oceń:

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy