Morświn - opis, występowanie i zdjęcia. Zwierzę morświn ciekawostki

Spójrzcie na zdjęcia morświna. Trochę ma z delfina, trochę z wieloryba i jeszcze coś, co jest zupełnie różne od tych dwóch wspomnianych zwierząt. Niezwykle sympatyczny wyraz twarzy! Ssak sprawia wrażenie, jakby cały czas się uśmiechał. Mimo wielu trudności oraz nieoczekiwanych zasadzek, które prowadzą do smutnego końca, morświn nie przestaje być pogodną istotą.



Morświn zwyczajny (Phocoena phocoena)Morświn zwyczajny, By Ecomare/Salko de Wolf (Ecomare) [CC BY-SA 4.0], via Wikimedia Commons


Wiecznie uśmiechnięty

Morświn zwyczajny (Phocoena phocoena) dorasta do 2 metrów długości i może ważyć nawet 70 kg. Jest zaliczany do rzędu waleni, rodziny morświnowatych, które są bardzo blisko spokrewnione z delfinami. Samce są nieco większe od samic, mają również nieco większą płetwę grzbietową, a ta jest mniejsza od płetwy delfina i niżej osadzona. Płetwy piersiowe krótkie oraz trójkątne. Ubarwienie ciała przypomina ryby zamieszkujące słone wody. Z wierzchu morświn jest ciemno szarogranatowy, natomiast pod spodem biały. Pysk ścięty, a w nim znajdują się dłutowate zęby ułożone w 21-25 parach na szczęce oraz 22-28 w żuchwie. Wargi chociaż niepozorne, to owszem są i układają się z zadartymi do góry kącikami, przez co można odnieść wrażenie, że morświn się do nas uśmiecha. Tuż za nimi znajdują się oczy. Niezbyt duże, czarne, często przymrużone. Należy do istot niezwykle skrytych, przez co trudno poznać bliżej to zwierzę. Na temat tego walenia wiemy niezbyt wiele, ale wiemy, że głównie poluje samotnie, chociaż może czynić to w niewielkich stadach złożonych z 2-3 osobników. Zjada przede wszystkim ryby takie jak śledzie, makrele czy sardynki, ale także przydenne bezkręgowce. Te ostatnie wbrew pozorom stanowią bardzo dużą część diety. Czasami morświny wyskakują z wody, ale trudno te wyczyny nazwać akrobacjami. Można odnieść wrażenie, że dzieje się to, bo wychodzą z założenia, że należą do waleni, zatem tak jak inni przedstawiciele tego rzędu, również powinni skakać. Pływają głównie tuż pod powierzchnią wody, czasami schodzą na dno, jeśli głód je przyciśnie. Co około 12 minut wypływają na powierzchnię, by złapać oddech, a następnie dalej móc nurkować. Od czasu do czasu morświna można spotkać w porcie. Chociaż unika bliskiego kontaktu z łodziami i gdy je widzi, stara się odpływać od nich jak najdalej, to ta ciekawskość pchająca go do portów stworzonych przez ludzi, rodzi problemy.
Morświn zwyczajny, By Marcus Wernicke (Tuugaalik), Porpoise.org Porpoise Conservation Society (www.porpoise.org) (Own work) [CC BY-SA 4.0], via Wikimedia Commons
Pokorne cielę…

Wcześniej pisałem o tym, że foki rodzą szczenięta. Wielu bierze wówczas dziw, no bo jak to, foka i szczenię, a co foka ma do psa? A no ma tyle mniej więcej co borsuk czy łasica. Wszystkie te zwierzęta należą do rzędu drapieżnych, podrzędu psokształtnych, i wszystkie te zwierzęta rodzą szczeniaki. O ile szczenię borsuka czy łasicy jest zdecydowanie bardziej podobne do psiego potomka, o tyle foki niekoniecznie. Ale takich analogii w świecie przyrody mamy więcej. Dzieci morświnów nazywane są cielętami. I znowu rodzi się w głowie pytanie, jak to? Walenie rodzą cielęta? Porównując cielę bydła domowego oraz cielę walenia nie widać jakichkolwiek podobieństw. To ma płetwy, to ma nogi, to chodzi po lądzie, a to pływa w wodzie. Jedyne podobieństwo, które przychodzi mi do głowy, siedzi głęboko w ciele obu zwierząt. Mianowicie układ oddechowy pracujący w oparciu o tlen atmosferyczny. Gdzie tutaj szukać punktów wspólnych? Trzeba trochę poszperać w systematyce. Otóż rząd waleni oraz rząd parzystokopytnych zostały sklasyfikowane pod wspólnym mianownikiem, czyli nadrzędem Cetartiodactyla, który jeszcze nie ma nawet polskiej nazwy. Według badaczy zgłębiających wiedzę na temat tych zwierząt, po przebadaniu tysięcy szkieletów wymarłych ssaków kopytnych oraz waleni, odkryto 80 podobieństw pozwalających na zastosowanie takiego podziału. Mamy zatem punkt zaczepienia, namacalny dowód, że nazwa „cielęta” pełnoprawnie może być używana także względem dzieci waleni. W wieku około pięciu lat morświny mogą zostać rodzicami. Ciąża trwa 11 miesięcy, po których na świat przychodzi jedno młode. Matka tuż po porodzie holuje je do powierzchni wody, by złapało swój pierwszy w życiu oddech. Wychowanie spoczywa na jej barkach. Najpierw karmi dziecko mlekiem. Wraz z upływem czasu, młode zaczyna przestawiać się na pokarm stały. Do momentu osiągnięcia dorosłości cielę trzyma się blisko matki, a potem, kiedy będzie to stosowne odpływa szukając miejsca dla siebie. Morświny mogą dożywać wieku 20 lat i w ciągu swojego życia, samice wydają na świat średnio cztery młode.  
By Ecomare/Salko de Wolf Den Hoorn Texel (Ecomare) [CC BY-SA 4.0], via Wikimedia Commons
Problemy w sieci

Sieć w obecnych czasach kojarzy nam się dobrze. Jest czymś bez czego nie możemy żyć. Internet łączy świat i to w taki sposób, o jakim nigdy nawet nie śniliśmy. Wielu wpadło w jego sidła nie będąc nawet tego świadomym. Podobnie dzieje się z morświnami. Z tą małą różnicą, że one wpadają w sieć rybacką. Stają się wówczas częścią tzw. przyłowu, czyli wszystkiego tego, co zostanie wyciągnięte z wody. Tylko w latach 1990-2008 odnotowano 102 informacje o martwych morświnach przyholowanych rybackimi kutrami do brzegu. Jednak te problemy zaczęły się znacznie wcześniej. Na kartach historii zapisane są niechlubne momenty dotyczące naszego współżycia. Nietrudno się domyślić, że morświn był traktowany jako wróg, który eksterminuje ryby. Tymczasem to ludzie podjęli się jego eksterminacji i to już od XVI wieku.
Wtedy polowano nań ze względu na mięso, tłuszcz oraz skórę. Te łowieckie działania trwały bardzo długo i nawet władze próbowały mobilizować do „pozyskiwania” morświnowych tuszek. W latach 20. ub. wieku wypłacano premie za złowienie oraz zabicie walenia. To także świadczy o tym, że było to bardzo licznie zamieszkujące polskie wody zwierzę. Do roku 1936 zgromadzono dość bogatą, o ile można tak określić, kartotekę bałtyckiego morświna. Późniejsze lata, zwłaszcza okres II Wojny Światowej, są czarną, nie poznaną dotąd plamą. Ponowne wzmianki o bytności tych zwierząt w naszych wodach datowane są na lata 50 ub. wieku. Na przestrzeni 40 kolejnych lat każdego roku notowano po dwa osobniki tego walenia wyławiane z morza wraz z przyłowem. Według badań z roku 2014 oszacowano, że populacja bałtycka morświna zwyczajnego liczy około 447 osobników i chociaż w skali całego świata IUCN zaklasyfikowała gatunek do kategorii „najmniejszej troski”, to przy populacji bałtyckiej widnieją dwie literki – „CR”, czyli „krytycznie zagrożony”. Oczywiście to źle rokuje, ale na szczęście znalazła się grupa ludzi, którzy chcą ratować gatunek, a wśród nich pracownicy WWF Polska. Na stronach tej organizacji można znaleźć informacje na temat tego, co najbardziej szkodzi morskim ssakom. Wśród największych zagrożeń wymieniane są sieci skrzelowe. Jak sama nazwa wskazuje ich zadaniem jest schwytanie ryb w taki sposób, by te zahaczyły się skrzelami i nie mogły zeń uwolnić. Sieć jest zbudowana z cienkich nylonowych żyłek, trudnych do zauważenia pod wodą. Dla morświnów to zabójcza przeszkoda nie do pokonania. Rozpędzony ssak, zaangażowany w pogoń za potencjalną zdobyczą nie ma szans i wpada na niewidzialną ścianę. Zszokowany całą sytuacją osobnik próbuje się uwolnić, dlatego wykonuje całą serię gwałtownych ruchów, które jednak zdają się na nic. Im mocniej chce się uwolnić, tym bardziej się oplata. Ostatecznie morświn zostaje uduszony i trafia na kuter, jako kolejny niepotrzebny element przyłowu.
Martwy morświn. By 4028mdk09 (Own work) [CC BY-SA 3.0], via Wikimedia Commons
Turysto uważaj!

Sieci rybackie to jedno, natomiast drugie to turystyka. Tak, turyści też mają ogromny wpływ na populację tych zwierząt. WWF Polska podaje, że najgorszą formą spędzania przez nas czasu z punktu widzenia morświna, jest pływanie motorówkami czy skuterami wodnymi. W tym przypadku głównym czynnikiem wpływającym na ssaki są wrażenia akustyczne. Podobnie jak cała reszta zwierząt zaliczanych do rzędu waleni, komunikacja pomiędzy poszczególnymi osobnikami odbywa się na zasadzie impulsów ultradźwiękowych. Generowanie bardzo głośnych dźwięków przez silniki łodzi zdecydowanie to utrudnia, a poza tym wprowadza pewne zaniepokojenie wśród zwierząt. Skutkiem tego jest opuszczanie dotychczasowych siedlisk i przepływanie w te miejsca, gdzie można spokojniej wieść żywot.
Kacper Kowalczyk, Czwórka Polska Radio
Ocena (4.3) Oceń:
Pasaż zakupowy