Kret – opis, występowanie i zdjęcia. Zwierzę kret ciekawostki

Kret europejski, fot. Kacper KowalczykKret europejski, fot. Kacper Kowalczyk

Pod ziemią prawdziwa z niego wyścigówka. Nie ma sobie równych w drążeniu korytarzy i tworzeniu coraz to bardziej rozbudowanych, nowych labiryntów. Czasami przez jego działalność dosłownie można zapaść się pod ziemię, zwłaszcza w terenie, gdzie mnóstwo tych zwierząt, a co za tym idzie także mnóstwo wydrążonych przezeń korytarzy. Cała ta praca zostaje zwieńczona dużym, czarnym, usłanym grudami ziemi kopcem. W ich usypywaniu kret jest mistrzem.



Krecie spod ziemi, kim jesteś?

Kret europejski (Talpa europaea) to ssak z rodziny kretowanych, zaliczanych do rzędu ryjówkokształtnych. Ma walcowate pociągłe ciało, krótkie masywne kończyny zakończone dużymi, rozbudowanymi dłońmi, które działają podobnie jak łopaty. Całość zwieńczona ogonem. Pysk kreta jest stosunkowo długi, wyciągnięty przypominający pyszczek ryjówek lub rzęsorków i podobnie jak u nich wyrastają z niego włosy czuciowe. Tworzą go szczęka oraz żuchwa, które zawierają w sobie 44 zęby układające się w następujący wzór zarówno na żuchwie, jak również szczęce: siekacze – 3, kły – 1, przedtrzonowe – 4, trzonowce – 3. Chociaż uszu nie widać, to one są, tylko dobrze schowane pod gęstą sierścią zwierzęcia. Ich okolice zarastają specjalne tzw. włosy słuchowe. Na dodatek ucho zostało przykryte fałdem skórnym stanowiącym dodatkową ochronę, bowiem u kreta brak małżowiny usznej. Narząd zlokalizowany jest z tyłu czaszki. Wzrok nie odgrywa praktycznie żadnej roli w jego życiu, dlatego wykrywanie potencjalnych zdobyczy opiera na dwóch zmysłach: słuchu oraz czuciu. Zjada przede wszystkim owady, ich larwy, pierścienice, a nawet drobne kręgowce żyjące pod ziemią. Wszystko co nawinie mu się pod pysk, niemalże od razu zostaje przezeń wchłonięte. To wszystko odbywa się podczas budowy sieci korytarzy, a te mogą być bardzo rozległe i rozciągać się na odległości od 100 m – 1000 m. Jak na zwierzę, które waży zaledwie 120 gramów i dorasta do 17 cm, to wynik naprawdę niebywały.
Kret europejski, fot. pixabay.com


Kopiec kreta

Swego czasu jedna z dużych firm spożywczych wymyśliła placek imitujący kopiec kreta. Muszę przyznać, że ten kto postanowił taki produkt wypuścić na rynek, miał naprawdę świetny pomysł, który sprawił że spojrzenie na krecie „budowle” nie było już takie samo. Przynajmniej moje. Za każdym razem, kiedy szedłem w teren, zwłaszcza wczesną wiosną, a byłem wtedy bardzo młodym człowiekiem, krecie kopce wydawały się takie smakowite. Chciało się je jeść, ale nie bardzo było jak. No bo wcinać ziemię? Bez przesady! Kretowisko – bo tak inaczej są nazywane kopce – na naszych łąkach pojawiają się masowo już pod koniec lutego. Na tle pożółkłych traw w oczy wpada czerń kopca. Dlaczego tak się dzieje, że akurat na łąkach ich tyle? Przede wszystkim dlatego, że tam nie ma drzew, ani krzewów, które mają dość silnie rozbudowany system korzeniowy. Ten służy zwierzętom za sklepienie wydrążonych przezeń korytarzy czy nowo zbudowanych nor. Na łąkach nie ma takiej możliwości. Są tylko ogromne fragmenty traw rozciągające się aż po horyzont. Gdy kret kopie albo norę, albo coś innego, wówczas w miejscach, gdzie nie ma czegoś co mogło by stanowić „sufit” powstają kretowiska. Zauważcie, że najczęściej te struktury są rozmieszczone w jednej linii, przeważnie o określonym przebiegu na danej łące, polu czy ogrodzie. Otóż kret drąży podziemne korytarze. Te korytarze mają pewien określony schemat. Właśnie wzdłuż tych korytarzy ułożone są kopce. Wszystko wygląda tak, jakby zwierzak miał pewien ustalony z góry plan działania, a to wcale nieprawda. Zwierzaki kopie tam, gdzie pozwalają mu na to warunki, czyli gdzie gleba nie jest zbyt twarda, nie ma zbyt wielu przeszkód i wreszcie kopie tam, gdzie może znaleźć coś do zjedzenia. Nie ma znaczenia, czy to łąka, pole, ogródek, śródpolne remizy. Kret kopie tam, gdzie akurat mu pasuje.
fot. pixabay.com
Kret europejski, źródło: von Mick E. Talbot (Eigenes Werk) [CC BY-SA 3.0], via Wikimedia Commons


Bez oczu całe życie

Jestem w stanie się założyć, że niejeden zastanawiał się nad tym, czy kret ma oczy? Gdy się na niego patrzy w ogóle ich nie widać. Jest tylko kawałek aksamitnego futra, z łopatami, ogonkiem i ryjkiem, a oczy gdzie? Zgubiły się? A może ich w ogóle nie było? Może jednak są? Jak są, to gdzie w takim układzie? Odpowiedź zaskoczy, bowiem kret ma oczy! Chociaż większość życia spędza pod ziemią, to także ten narząd posiada. Chociaż nie jest on tak rozbudowany jak w przypadku ssaków, które pracują wzrokiem. Oczy kreta w wyniku ewolucji zostały uwstecznione. To narząd niezbyt duży, ukryty pod futrem, umiejscowiony na głowie gdzieś pomiędzy otworem gębowym a uszami. Obecność oczu może wskazywać, na to że kret wcześniej był zwierzęciem, które jednak korzystało z uroków naziemnego życia. Musiał częściej wychodzić, bądź też w jakiś sposób, lepszy czy gorszy, funkcjonować w rzeczywistości oświetlonej światłem słonecznym. Ewolucja jednak postępowała dalej, i dalej, i w końcu doprowadziła do uwypuklenia cech umożliwiających funkcjonowanie pod ziemią. Małe oczka, ogromne dłonie niczym łopaty, opływowy kształt ciała oraz ciemne ubarwienie. Dzięki tym cechom doskonale radzi sobie pod ziemią. W tych warunkach wzrok jest mu do niczego niepotrzebny. Zwierzak bazuje na zupełnie innych zmysłach, zdecydowanie bardziej przydatnych, o których wcześniej już pisałem. Gdyby jednak znalazł się z jakiegoś powodu na ziemi, wtedy można przekonać się jaki jest szybki. Działa niemal jak maszyna, zminiaturyzowany zmysł wzroku zupełnie mu nie przeszkadza w tym, by znaleźć odpowiednie miejsce do kopania. Praktycznie od razu, kiedy tylko poczuje właściwej jakości grunt, zaczyna szarżę pod ziemię. Drapieżnikom trudno taką ofiarę wychwycić, bo z wysoka praktycznie kreta nie widać, zatem ptaki musiałyby się mocno natrudzić. Drapieżnik atakujący z ziemi, też ma nie lada problem, bo kret wyczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo, jak na znak zaczyna kopać. Jak szybko się pojawił, tak szybko znikł. Zanim kot czy lis go dopadnie, kreta już nie ma. Z analizy ekosystemów oraz tego jak działa ta przyrodnicza machina, by dopaść kreta trzeba by żyć tak jak on. Napiszę Wam jednak krótką historię, która temu przeczy. Było to jakieś 10 lat temu. Na działce u dziadka mieszkała wówczas samica jastrzębia, którą się zajmowałem od pisklaka. Ptak trafił do nas, bo znajomi hodowcy gołębi wybrali ją oraz jej brata z gniazda. Niestety przy okazji zrobili jej wielką krzywdę - złamali skrzydło w stawie ramiennym, które źle się zrosło. Ptak nie był zdolny wrócić na wolność, to też miał zapewnione dożywocie u nas. Brat „Cziki” jak już się nauczył polować, wrócił tam skąd przyszedł. Zatem Czika – bo takie dostała imię – pewnego letniego słonecznego dnia wygrzewała się na stojaku w promieniach letniego słońca. Był to czas, kiedy ptak latał luzem, woliera była cały czas otwarta i miał całkowitą wolność. Czasami urządzała sobie przechadzki na pieszo po całej działce, a kiedy ujrzała, że otwieram furtkę do działki, wówczas przylatywała i siadała mi na głowie. Tego dnia było podobnie. Założyłem rękawicę, zdjąłem Czikę z głowy, a następnie posadziłem na stojak. Zostawiłem ją samą, by pójść naszykować jedzenie. Widziałem, że wole miała puste, a nadchodziła nieuchronnie pora karmienia. Kiedy skończyłem kroić mięso, zapakowałem je w specjalną, sokolniczą torbę, poszedłem do ptaka. Gdy już dotarłem na miejsce, oczy przecierałem ze zdumienia. Czika w swoich szponach trzymała kreta, którego już zaczęła „rozbierać”. To było coś niesamowitego, bo przekonałem się, jaką wspaniałą „maszyną biologiczną” jest jastrząb. 
Kret europejski, fot. pixabay.com


Przyjemne futerko nieprzyjemnego sąsiada

Wyżej opisana sytuacja sprawiła, że miałem okazję poczuć aksamit futra kreta. Delikatna, gęsta, miękka struktura oraz jej poczucie było czymś, co utkwiło w mojej pamięci i chyba zostanie ze mną do końca życia. Jestem o tym przekonany, że nigdy już czegoś takiego nie dotknę. Mógłbym kreta głaskać cały czas. Właśnie ta cecha kreta, czyli jego miękkie i jedwabiste futro, jest powodem dla którego poluje się na te zwierzęta. Podobno futro z kreta jest bardzo drogie i pożądane w szafach bogatych ludzi. W mojej z pewnością nie. Nasze współżycie z tymi zwierzętami to bardzo twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony są pożyteczne, bo utleniają glebę tworzoną siecią korytarzy, zjadają owady powszechnie uważane za szkodniki niszczące uprawy, z drugiej strony mogą powodować osłabienie wałów przeciwpowodziowych, czy swoimi kretowinami wpływać na estetykę mozolnie tworzonych przez nas ogrodów. To kolizja interesów, które nie są do pogodzenia. Bo kret będzie nadal kretem, a ogrodnik kocha swój ogród. Jeden i drugi nie odpuści. Aby trochę ulżyć ogrodnikom stworzono mnóstwo odstraszaczy czy pułapek. Jedne są bardziej skuteczne, inne mniej. Według naukowców zajmujących się tym tematem, najlepsze efekty osiągniemy, gdy użyjemy czegoś powodującego drgania. To podziała na zmysł dotyku. Kret wyczuje, że coś jest nie tak, i wtedy ustąpi. Wycofa się z naszego ogrodu, ale nie bez śladu. Na jakiś czas da spokój, jednak nie ma gwarancji, że będzie to trwałe.
Kacper Kowalczyk, Czwórka Polskie Radio
Ocena (3.8) Oceń:

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy