Mysz polna (myszarka polna) - opis, występowanie i zdjęcia. Zwierzę mysz polna ciekawostki

Jak wygląda mysz, każdy wie. Mała, niepozorna istota z szaroburym futerkiem i długim ogonem oraz oczami niczym główki od szpilek. Jednak mysz to tak naprawdę rodzaj, w którym zawiera się co najmniej kilka gatunków tych kontrowersyjnych zwierząt. Dla jednych urocze, dla innych szkodniki. A mysz polna? Szkodnik czy pożądany sąsiad?



Myszarka polna, fot. Kacper KowalczykMyszarka polna, fot. Kacper Kowalczyk

Mysz, jak to mysz

Tak mogłoby się wydawać, ale nie do końca można tak powiedzieć. Myszarka polna (Apodemus agrarius), bo pod taką nazwą funkcjonuje oficjalnie, jest zupełnie różna od znanej nam wszystkim postaci myszy. Szara z czarnymi oczami, które błagają o coś. Taki obraz przez lata był nam przedstawiany w różnego rodzaju przekazach, świadomych bądź podświadomych. Na dodatek z reguły stanowi synonim biedy, a także skromności. Rzeczywistość jednak ma się nijak do tego, co przed chwilą napisałem. Zacznijmy od wyglądu. Myszarka polna jest jasnobrązowa z czarnym paskiem na grzbiecie. Oczy czarne i ciało okrągłe z cienkim ogonem niczym sznurek, do którego przymocowano grubą kulkę. Uszy okrągłe, całkiem małe względem reszty ciała. W odróżnieniu od swoich kuzynek, np. myszarki zaroślowej czy myszarki leśnej ma krótszy ogon. Spód ciała od gardła po brzuch o jaśniejszym kolorze – biały bądź szary w zależności gdzie mysz występuje. Osobniki młodociane mają bardziej szare ubarwienie futra, a samice są nieco mniejsze od samców. Waga zwierzęcia może dochodzić do ok. 40 gramów w szczytowych momentach, czyli późnym latem i wczesną jesienią kiedy ssak gromadzi energię do przeżycia zimy. W ciągu jednego tylko sezonu może się wahać między 11 a 40 gramami. A jak duża jest nasza bohaterka? Dorosłe osobniki dorastają do aż 12,5 cm i dużą część z tego stanowi ogon, ten mierzy od 5 do nawet 9 cm. Zatem wnioskując z powyższego myszarka polna polna to naprawdę małe zwierzę. Żyje, jak sama nazwa wskazuje, pośród pól, ale to nie jedyny biotop jaki zamieszkuje. Można ją spotkać także wszędzie tam, gdzie jest mokro, czyli łąki, bagna, mokradła oraz inne tego rodzaju obszary są jej domem. Żywi się roślinaminasionami, korzeniami, a także owadami, głównie larwami, bo te są tłuste i bogate w tłuszcze niezbędne do przeżycia, zwłaszcza tak małego organizmu. Wiedzie dzienny tryb życia, a większość dnia spędza na poszukiwaniu pokarmu. Skład diety zmienia się wraz ze zmianą pory roku, a co za tym idzie, mysz zjada to, co w danym sezonie jest najłatwiej dlań dostępne. W końcu na zdobycie danego pokarmu lepsza okazja może się nie przytrafić.
Mysz polna. By Siga [GFDL or CC BY-SA 3.0 ], from Wikimedia Commons
Mysz polna ma czarny pasek na grzbiecie. By w:pl:Wikipedysta:Gower [CC BY-SA 2.5 ], from Wikimedia Commons
Szkodnik sanitarny

O myszach mówi się wiele złego. Zawsze przy okazji rozmów o tym zwierzęciu pada hasło, że to szkodnik. Zjada plony, niszczy uprawy, a gdy wedrze się w jakiś sposób do magazynu ze zbożem, wtedy rolnik ma ogromny problem. Do tego dochodzą jeszcze choroby, i to nie tylko te zagrażające naszym zwierzęcym podopiecznym, ale także nam. Same minusy z sąsiedztwa tych zwierząt wydawałoby się. Problem z tym zwierzęciem tkwi w ilości.
Pojedyncza mysz polna to całkiem sympatyczne zwierzę, z którym można się nawet zaprzyjaźnić. Ale kiedy dojdzie do rozrodu, i nagle z jednej „myszki” robi się 10, a potem tylko więcej, i więcej, wtedy zaczynamy odczuwać skutki tego sąsiedztwa. Można rzec, że te ssaki to istni desperaci. Jak wpadną całą grupą do czyjegoś domu nie można się od nich odpędzić. Wszędzie ich pełno, ale to nie wszystko. Myszy nadgryzają wszystko co tylko mogą. Pudełka z jedzeniem, puste, pełne, grzebią w śmieciach, wspinają się po meblach, no i chyba dla nas najgorsze, zostawiają wszędzie odchody po sobie. Odchody w tym wypadku stanowią ogromny problem. Nie dość, że wyglądają niezbyt estetycznie, to jeszcze zawierają wszystko to co siedzi w przewodzie pokarmowym ssaka, czyli resztki po pokarmie, ale także bakterie. Jak powszechnie wiadomo jelita wszystkich zwierząt są miejscem bytowania wielu mikroorganizmów, z pewnością to nie jest środowisko jałowe. I tutaj zaczyna się poważny problem w koegzystencji z tymi zwierzętami. Pozwolić im chociaż trochę współżyć z nami, czy jednak całkowicie od nich odciąć? Według badaczy zajmujących się zdrowiem, ta druga opcja jest bardzo racjonalnym posunięciem. O ile z odchodami jesteśmy w stanie coś zrobić, o tyle dużo trudniej sprawa się ma, jeśli chodzi o mocz. Ciecz jako taka odparuje, ale zawarte w niej bakterie, jeśli mogą przetrwać poza takim środowiskiem, zostaną. W takiej sytuacji trudno przerwać łańcuch epizootyczny, a problem rośnie jeszcze bardziej niż mogłoby się to wydawać. Drobne gryzonie przenoszą drobnoustroje z rodzaju Leptospira spp. Niewielkie krętkii, które mogą zniszczyć nerki, wątrobę, a także układ pokarmowy. Objawy zakażenia nimi to m.in. krwiomocz, wysoka temperatura ciała, przyspieszone oddechy, krwawa biegunka. Do tego dochodzi jeszcze bardzo duża bolesność brzucha. Jaka rada? Starać się utrzymać myszy poza domem!
Mysz polna. By Gerizo [GFDL or CC BY-SA 3.0 ], from Wikimedia Commons
Trutka rozwiązaniem na wszystko?

Wszędzie reklamowane trutki na gryzonie wydają się w obecnych czasach panaceum na „gryzoniowy” problem. Ale na to zjawisko trzeba by spojrzeć szerzej, tzn. dobra trutka to taka, która jest selektywna, czyli działa tylko na wybrany organizm, po drugie szybko się rozkłada i nie zostaje w środowisku zbyt długo, również działa szybko, tak żeby zwierzak zanadto się nie męczył. Tak powinna wyglądać idealna trutka.
Niestety większość produktów oferowanych na rynku niesie za sobą skutki również dla wielu innych gatunków zwierząt, które niekoniecznie są celem naszego działania. Dobrym przykładem mogą być trucizny zawierające w sobie substancje antykoagulacyjne, czyli takie które zapobiegają krzepnięciu krwi. Nietrudno zatem się domyślić, że zjedzenie takiej przynęty przez psa, kota lub innego drapieżnika polującego w środowisku, gdzie trutki zostały „rozsiane” nie jest obojętne. Objawia się przyspieszeniem oddechów, licznymi wybroczynami na błonach śluzowych, oraz krwotokami. Dodatkowo powoduje silny ból, a zwierzę mocno cierpi. Jak pogodzić ludzi z gryzoniami? To trudne, a w tym momencie nawet lekko absurdalne pytanie. Zawsze warto próbować. Zatem, jak? Chyba najlepszym sposobem na zachowanie dobrych relacji sąsiedzkich będzie utrzymywanie czystości w naszym najbliższym otoczeniu. Higiena, higiena, jeszcze raz higiena i wiele razy higiena. Myszy lubią miejsca, w których jest pełno zakamarków służących za kryjówki, jest także mnóstwo łatwo dostępnego jedzenia, jest wreszcie sucho, bo mokrego futerka bez powodu to nikt nie chce mieć, prawda? Dlatego trzeba zrobić wszystko, by nie spełnić tych warunków. Jedzenie w miarę możliwości przechowywać w taki sposób, by zwierzęta miały ograniczony dostęp. Sprzątać oraz starać się tak ustawiać meble w domu, by tworzyły jak najmniej kryjówek. Ogółem nie należy stwarzać dogodnych do życia warunków, a wtedy myszy będziemy podziwiać tylko w ich naturalnym środowisku, czyli w przypadku myszarki polnej na nieużytkach, w lasach itd. itp...
Myszarka polna, fot. Kacper Kowalczyk
Alternatywna „żywołapka”

Ojej, ileż to razy rozstawiałem takowe. Swego czasu mieliśmy problem a myszami w „kanciapce” na działce. Było to miejsce, w którym spędzaliśmy czas razem z dziadkiem kiedy nadchodziły długie jesienne wieczory, coraz dłuższe ale zimne wiosenne dni oraz letnią sjestę. Dziadek hodował na działce chyba wszystko – kury, kaczki, gęsi, króliki, gołębie, psy, no i skrzydlate, drapieżne znajdy, które za przysłowiową „flaszkę” odbierał innym hodowcom gołębi. Do tego na własny użytek ogórki, pomidory, winogrona, truskawki, maliny oraz wiele, wiele innych... Było co robić, a taki inwentarz wymaga poświęcenia dużej ilości czasu, dlatego przesiadywaliśmy na działce całymi dniami.
Razem z nami myszy gatunków wszelakich – domowa, zaroślowa, również polna. Sympatyczne stworzenia z czarnymi oczami w mgnieniu oka gdzieś tam hasały po naszej „kanciapce”. Pewnego razu dziadek wpadł na pomysł, by rozstawić „żywołapki” i przesiedlać ssaki. Tak też robiliśmy, ale działanie okazywało się dobre na niezbyt długą metę. Myszy wracały, wracały, i wracały. Musiało być im dobrze tutaj, ale jednocześnie uświadomiły mi jak bardzo są inteligentne. Mimo obecności skrzydlatych znajd, takich jak krogulce, jastrzębie, myszołowy, pustułki czy płomykówki one potrafiły je w jakiś sposób ominąć i dotrzeć do celu. Któregoś popołudnia, kiedy zbierałem żywołapki pełne myszy, przydarzyła się niespodziewana rzecz. Mianowicie jakimś cudem jedna z pułapek otworzyła się, a mysz uciekła. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że uciekła obok stojaka, na którym przesiadywała sobie Czika – samica jastrzębia ze źle zrośniętym skrzydłem, która miała u nas dożywocie. Czika była, niestety dla tej myszy, przed karmieniem. Ssak uciekł z pułapki, a jastrząb nie oglądając się na nic, złapał ją w swoje szpony. Cóż za prędkość. Nie w pełni sprawny ptak, bo z uszkodzonym skrzydłem, a dorwał szybką jak wyścigówka mysz. Wniosek? Nie ma nic lepszego, od naturalnych drapieżników!
pixabay.com
Kacper Kowalczyk – przyrodnik, dziennikarz radiowy i telewizyjny, obecnie prowadzący audycje o zwierzętach w radiowej Czwórce, a także autor felietonów o przyrodzie w radiowej Jedynce. Twórca oraz współautor kilkuset artykułów naukowych oraz popularnonaukowych o zwierzętach publikowanych między innymi w Focusie, Gościu Niedzielnym czy Expressie Ilustrowanym
Ocena (4.3) Oceń:

Pasaż zakupowyprzejdź do pasażu pasaż

Ogłoszenia - ekologia.pl
Pasaż zakupowy